Jego wzrok się wyostrzył.
Ciotka Meredith stanęła obok mojego łóżka.
Tata zniżył głos. „Byłeś zdezorientowany. Miałeś wstrząs mózgu”.
„Nie” – powiedziałem. „Byłem obudzony”.
Spojrzał na policjanta za drzwiami, a potem z powrotem na mnie. „To sprawa rodzinna”.
Wtedy weszła detektyw Maria Keller.
Miała czterdzieści kilka lat, była opanowana, miała ciemne włosy spięte w niski kok i notes w ręku. Nie przedstawiała się jak ktoś proszący o pozwolenie. Przedstawiała się jak ktoś zbierający informacje.
„Grace Holloway” – powiedziała – „jestem detektyw Keller. Kiedy poczujesz się gotowa, muszę cię zapytać o pojazd”.
Tata zaśmiał się krótko. „Moja córka właśnie się obudziła”.
Detektyw Keller nie spojrzał na niego. „Panie Holloway, może pan poczekać na zewnątrz”.
„Nie wychodzę.”
„Tak” – powiedziała. „Jesteś.”
Oficer pojawił się w drzwiach.
Tata znów zacisnął usta, ale wyszedł.
Detektyw Keller zamknął drzwi.
Potem powiedziała: „Wybuch nie był wypadkiem”.
Mój monitor pracy serca zaczął piszczeć szybciej.
Otworzyła notatnik. „Ktoś majstrował przy przewodzie paliwowym. Były też ślady środka przyspieszającego pod bokiem kierowcy. Ale to nie ma sensu. Twój ojciec oddał samochód do serwisu dwa dni wcześniej, a mechanik twierdzi, że ostrzegł go, żeby nie jeździł, dopóki nie zakończy się pełny przegląd”.
Ciotka Meredith zasłoniła usta.
Wpatrywałem się w sufit.
Tata wiedział, że coś jest nie tak.
Detektyw Keller kontynuował: „Twoja siostra twierdzi, że nic nie pamięta sprzed wybuchu”.
„Ona pamięta” – wyszeptałem.
Obie kobiety spojrzały na mnie.
„Powiedziała mu coś” – powiedziałem. „Zanim wsiedliśmy do samochodu. Powiedziała: »Nie złość się. Powiedziałam mu tylko dlatego, że myślałam, że już wie«”.
„Co miała na myśli?” – zapytał Keller.
„Moje konto bankowe. Mój depozyt za mieszkanie. Mój transfer z uczelni.”
Ciotka Meredith zamknęła oczy.
Przełknęłam ślinę, przezwyciężając ból. „Wychodziłam”.
Wyraz twarzy detektywa Kellera uległ zmianie, nie drastycznej, ale wystarczającej.
„Grace” – zapytała – „czy twój ojciec skorzystał na tym, że zostałaś?”
Pomyślałam o rachunkach na moje nazwisko. O wypłatach z restauracji, które pożyczył i nigdy nie oddał. O polisie na życie, którą zostawiła mi mama, a którą tata kontrolował do moich dwudziestych pierwszych urodzin za sześć miesięcy.
Potem pomyślałem o eksplozji.
„Tak” – powiedziałem. „Tak zrobił”.
