CZĘŚĆ 3
Detektyw Keller nie wyjawiła mi wszystkiego tego dnia. Zadała tylko tyle pytań, ile potrzebowała, żeby wiedzieć, gdzie szukać dalej.
Przez następny tydzień, podczas gdy lekarze zmieniali mi opatrunki, a fizjoterapeuci uczyli mnie, jak stać, żeby się nie załamać, prawda wychodziła na jaw fragmentarycznie.
Najpierw przyszedł mechanik.
Nazywał się Peter Walsh i był właścicielem warsztatu samochodowego Walsh Auto Repair w Newark w stanie New Jersey. Powiedział policji, że tata przywiózł Lincolna, skarżąc się na „dziwny zapach” i „trudny rozruch”. Peter zauważył pęknięty przewód paliwowy i ostrzegł go, że samochód jest niebezpieczny.
„Mówiłem Danielowi, żeby nim nie jeździł” – powiedział Peter w swoim nagranym oświadczeniu. „Napisałem to nawet na fakturze. Pojazd niebezpieczny. Zalecane holowanie”.
Tata podpisał fakturę.
A potem i tak pojechał samochodem.
Drugą rzeczą było ubezpieczenie.
Mama zostawiła po sobie ugodę w sprawie wypadku przy pracy wiele lat wcześniej. Nie znałem szczegółów, bo tata zawsze powtarzał: „Twoja matka zaufała mi, że się tym zajmę”.
To było kłamstwo.
Mama wpłaciła połowę pozostałych pieniędzy na moje konto chronione. Pieniądze miały zostać wypłacone, gdy skończę dwadzieścia jeden lat. Do tego czasu tata mógł wnioskować o fundusze tylko na moją edukację, opiekę medyczną lub mieszkanie.
Według dokumentów, do których dotarł detektyw Keller, w ciągu ostatniego roku próbował on trzykrotnie uzyskać dostęp do pieniędzy.
Wszystkie trzy wnioski zostały odrzucone.
Trzecia była Olivia.
Na początku unikała mojego pokoju. Ciocia Meredith mówiła, że jest „straumatyzowana”, ale ja znałam moją siostrę lepiej. Olivia nigdy dobrze nie radziła sobie z konsekwencjami. Miała szesnaście lat, była ładna, niespokojna i przyzwyczajona do tego, że z każdego błędu ratował ją łagodny głos naszego ojca i moje zmęczone dłonie.
Kiedy w końcu przyszła mnie zobaczyć, stanęła w drzwiach z nadgarstkiem w gipsie i włosami idealnie zaplecionymi w warkocz.
„Grace” – powiedziała.
Nie odpowiedziałem.
Spojrzała na maszyny, siniaki na moich rękach, ortezę na nodze. Łzy napłynęły jej do oczu.
„Nie wiedziałem, że tak się stanie”.
To była pierwsza szczera rzecz, jaką powiedziała.
Ciocia Meredith wstała z krzesła obok mnie. „Przyniosę kawę”.
Po jej wyjściu Olivia podeszła bliżej, ale nie za blisko.
„Co mu powiedziałeś?” zapytałem.
Jej dolna warga zadrżała. „Znalazł twoją teczkę Uniwersytetu Bostońskiego”.
„Nie. Powiedziałeś mu coś, zanim wsiedliśmy do samochodu.”
Spojrzała w dół.
„Co mu powiedziałaś, Olivio?”
Jej głos stał się cichy. „Że masz mieszkanie”.
Poczułem ucisk w piersi, ale czekałem.
„I?” – zapytałem.
