CZĘŚĆ 2
Poranek na terenie kampusu uniwersyteckiego był ostry i przejrzysty, jakby miasto nie obudziło się jeszcze całkowicie z długiego, pozbawionego snów snu.
Selena przeszła przez główną esplanadę z ciężkim plecakiem na ramieniu, z rozprawą doktorską przyciśniętą do piersi i jedwabnym szalem, który nie należał do niej, zakrywającym większość uszkodzeń jej włosów.
Młody student niemal rzucił się w jej stronę, gdy wchodziła do toalety w budynku nauk humanistycznych, patrząc na nią z wyrazem czystej troski.
„Doktorze, cóż, jeszcze pan nie doszedł do tego punktu, ale już prawie” – powiedziała młoda kobieta z czułością, która niemal doprowadziła Selenę do płaczu.
„Pomogłeś mi nie zrezygnować ze studiów magisterskich w zeszłym roku, więc proszę, pozwól, że dzisiaj ci pomogę” – dodała dziewczyna, wręczając szalik.
Selena chciała odmówić, ale wiedziała, że tego ranka nie może pozwolić sobie na dumę, więc zawiązała wokół głowy miękki, bordowy szalik i ruszyła w stronę wydziału.
O ósmej dziewiętnaście nadeszła pierwsza wiadomość od Huntera, a jego cyfrowy dźwięk brzmiał jak strzał z pistoletu w cichym korytarzu.
„Nie rób tego, po prostu wróć do domu, a my wszystko naprawimy” – głosił napis na ekranie.
Potem pojawiła się kolejna wiadomość, jeszcze bardziej manipulacyjna niż pierwsza.
„Mama nie chciała, żeby to się tak posunęło, ale ty nas do tego zmusiłeś i wiesz o tym” – napisał.
A potem nadszedł ten ostatni, gorszy niż poprzednie razem wzięte.
„Jeśli wejdziesz do tego pokoju wyglądając w ten sposób, zostaniesz rozerwana na strzępy, a nikt nie będzie szanował kobiety, która wygląda na tak niestabilną” – ostrzegł.
Selena całkowicie wyłączyła telefon komórkowy, uznając, że już próbowali ukraść jej godność i nie pozwoli, by ukradli jej także uwagę.
Jej promotorka, dr Rebecca Tran, siedziała przy stoliku kawowym, gdy Selena weszła do małego audytorium wydziałowego.
Zanim zdążyła ukryć profesjonalizm, na twarzy Rebekki pojawił się wyraz grozy.
„Selena, na litość boską, co oni ci do cholery zrobili?” – wykrztusiła Rebecca, podnosząc się z krzesła.
Po raz pierwszy od poprzedniej nocy nogi Seleny naprawdę osłabły i miała wrażenie, że podłoga pod nią za chwilę zniknie.
„Mój mąż i jego matka myśleli, że jeśli mnie wystarczająco upokorzą, to nie będę się pojawiać” – wyszeptała Selena łamiącym się głosem.
Rebecca na moment zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, jej szok zmienił się w zimną, opiekuńczą furię.
„Możemy odroczyć obronę, ponieważ nikt nie będzie wymagał od ciebie stawiennictwa dzisiaj po tak traumatycznym wydarzeniu” – nalegała Rebecca.
Selena pokręciła głową, odrzucając ofertę z pewnością, która zaskoczyła nawet ją samą.
„Jeśli tam nie wejdę i tego nie dokończę, oni wygrają i to na zawsze” – powiedziała.
Rebecca podeszła bliżej i objęła ją za ramiona mocnym, niemal macierzyńskim gestem.
„Wtedy pójdziesz tam, a jak skończysz, doniesiesz na nich władzom o tym, co zrobili” – rozkazała Rebecca.
O godzinie 8.55 zebrał się panel, w którym zasiadali dr Dominic, słynący z tego, że burzył rozprawy jednym starannie wymierzonym pytaniem, oraz dr Samira, która była błyskotliwa i bezlitośnie wymagająca.
Byli tam również inni naukowcy, studenci i koledzy z wydziału, ale Selena, idąc w stronę podium, unikała patrzenia w stronę pierwszego rzędu.
Chciała tylko dosięgnąć mikrofonu, zanim jej ciało przypomni sobie, że może się trząść.
