Na łóżku leżała biała suknia.
A obok niej stało małe aksamitne pudełeczko z diamentowym pierścionkiem.
Pan Harrison zrobił krok w moją stronę i powiedział:
„Emma, zanim uciekniesz, musisz wysłuchać tego, o co chcę cię poprosić.”
Moja dłoń mocniej zacisnęła się na klamce.
A kiedy mi powiedział—
pomyślałam, że weszłam do niewłaściwego pokoju.
Ciąg dalszy w pierwszym komentarzu
Przez kilka sekund po prostu się na niego patrzyłam.
Mój wzrok przesunął się z pana Harrisona na białą suknię, potem na diamentowy pierścionek, a następnie na dwoje nieznajomych stojących obok niego.
Jedną z nich była starsza kobieta trzymająca skórzaną teczkę.
Drugim był siwowłosy mężczyzna w ciemnym garniturze.
Jeszcze mocniej ścisnęłam klamkę.
„Czego dokładnie chce pan ode mnie?”
Pan Harrison w niczym nie przypominał pewnego siebie mężczyzny, który każdego ranka wchodził do naszego biura.
Miał poluzowany krawat.
Jego twarz była blada.
I po raz pierwszy od sześciu lat wyglądał na przestraszonego.
„Potrzebuję, żebyś udawała moją narzeczoną.”
Mrugnęłam.
„Co?”
„Tylko na dzisiejszy wieczór.”
Naprawdę się roześmiałam.
Nie dlatego, że to było zabawne.

