Potem spojrzała w stronę stolika kawowego, gdzie kurz zebrał się wokół oprawionego zdjęcia leżącego stroną do dołu. Maya zawahała się, bo zasada była jasna, ale ramka częściowo zsunęła się z krawędzi i gdyby spadła, szkło by się rozbiło. Ostrożnie, obiema rękami, uniosła ją na tyle, by znów ją ułożyć płasko i przez sekundę zdjęcie było skierowane do góry.
Kobieta o błyszczących oczach i rozwianych na wietrze włosach uśmiechnęła się do obiektywu, a obok niej stał młodszy, łagodniejszy Arthur, śmiejąc się z czegoś poza kadrem. Pomiędzy nimi stała mała dziewczynka z lokami i brakującym przednim zębem, trzymająca drewnianego królika. Maya ścisnęła gardło, ale odwróciła kadr z powrotem, dokładnie tak jak przedtem.
Potem zrobiła coś, czego nikt w tym domu nie zrobił od trzech lat. Zaczęła śpiewać, nie głośno, nie dramatycznie, tylko pod nosem, zbierając tacę, starą, prostą kołysankę. Była to piosenka, jaką kobiety śpiewały w kuchniach, w autobusach, przy łóżkach chorych i przy kołyskach.
„Duérmete, mi niña” – nuciła cicho.
Artur na chwilę wstrzymał oddech i zaczął nasłuchiwać z nagłym natężeniem.
„Duérmete, mi sol” – kontynuowała.
Słowa unosiły się w gabinecie niczym kurz w popołudniowym świetle, a dłonie Arthura zacisnęły się pod kocem. Nie był już w gabinecie; znajdował się w sypialni pomalowanej na jasnożółty kolor, z deszczem bębniącym o okna, a jego córka nie chciała spać, dopóki matka nie zaśpiewała jej tej piosenki dwa razy. Stał w drzwiach po późnym spotkaniu, rozluźniając krawat i patrząc, jak żona odgarnia loki z czoła ich dziecka.
Esther zaśmiała się cicho i wyszeptała, że odziedziczyła jego upór, a Artur odpowiedział, że pewnego dnia podbije świat. Wspomnienie uderzyło z taką siłą, że wydawało się niemal namacalne, a kiedy Maya doszła do ostatniego wersu i się zatrzymała, cisza, która powróciła, była inna niż wcześniej, ponieważ ta cisza w końcu pękła.
Maya wzięła tacę i odwróciła się w stronę drzwi.
„Snyder” – głos Arthura brzmiał szorstko.
Maya zamarła. Otworzył oczy i przez chwilę żadne z nich nic nie powiedziało.
„Wiedziałeś, że cały czas nie spałem” – stwierdził.
„Tak, zrobiłam” – odpowiedziała Maya.
„A ty nadal nie wziąłeś pieniędzy” – zauważył.
„Nie, nie zrobiłam tego” – odpowiedziała.
„Albo klucz?” – zapytał.
„Nie, nie zrobiłam tego” – powtórzyła.
„Dlaczego?” zapytał.
Maya spojrzała na srebrny klucz leżący na biurku, a potem znów na niego.
„Bo drzwi zamknięte na klucz zazwyczaj są zamknięte z jakiegoś powodu” – powiedziała.
Gdy przyswajał jej odpowiedź, na jego twarzy pojawił się jakiś nieodgadniony wyraz.
„A piosenka?” zapytał.
Zanim zdążyła to zmienić, jej wyraz twarzy złagodniał.
„Moja babcia zwykła mi ją śpiewać, a ja jej ją śpiewam, gdy odczuwam silny ból” – wyjaśniła Maya.
Artur powoli usiadł, a koc zsunął mu się na kolana.
„Moja żona zaśpiewała tę piosenkę mojej córce” – powiedział.
„Bardzo mi przykro z powodu twojej straty” – powiedziała Maya.
Jego wzrok natychmiast się wyostrzył.
„Nigdy tak nie mów” – rozkazał.
Maya wytrwale wytrzymywała jego spojrzenie.
„W takim razie nie zrobię tego” – powiedziała.
Wydawał się wręcz zirytowany tym, że ona tak łatwo posłuchała.
„Widziałaś zdjęcie?” – rzucił wyzwanie.
