CZĘŚĆ 2
Daniel otworzył drzwi do apartamentu, ubrany w jedwabny szlafrok i z wyrazem twarzy człowieka zirytowanego ubóstwem.
Przez chwilę patrzył. Potem się uśmiechnął.
„Arthur. Słyszałem, że jeszcze żyjesz.”
Za nim pojawiła się Vanessa w diamentach i boso, trzymająca szampana. Apartament lśnił importowanym marmurem i widokiem na miasto, który Daniel ukradł mojej córce.
„Zakładam, że znalazłeś Emily” – powiedział. „Zawsze lubiła dramatyczne akcje ratunkowe”.
Wszedłem do środka bez pozwolenia.
Vanessa się zaśmiała. „Zadzwonimy po ochronę?”
„Jeszcze nie” – powiedział Daniel. „Chcę usłyszeć, o co ten starzec przyszedł prosić”.
Położyłem pojedynczą kartkę papieru na szklanym stole.
Daniel ledwo na to spojrzał. „Co to jest?”
„Zauważ, że dom, który sprzedałeś, był objęty nieodwołalnym funduszem powierniczym utworzonym przez babcię Emily. Emily była beneficjentem. Ja byłem powiernikiem. Nie miałeś uprawnień do jego sprzedaży”.
Jego uśmiech zbladł. „Zrobiła podpis”.
„Podpisała pakiet refinansowy podczas leczenia. Później zastąpiłeś stronę z podpisem”.
Vanessa przewróciła oczami. „Możesz to udowodnić?”
„Notariusz już to zrobił.”
W pokoju zapadła cisza.
Daniel szybko się otrząsnął. „Blefujesz”.
„To był twój pierwszy błąd” – powiedziałem. „Wierzył, że cisi ludzie nie mają nic za sobą”.
Podszedłem do okien. Pod nami, przy wejściu, zatrzymały się dwa czarne sedany.
Daniel podążył za moim wzrokiem i zaśmiał się zbyt głośno. „Prawnicy? Mam lepszych”.
„Nie. Śledczy.”
