Znalazłem czyjeś córki ukryte w moim pustym koszu na śmieci — a potem jedna z nich szepnęła: „Proszę, nie odsyłajcie nas z powrotem”

Część szósta: Syreny

„Otwórz drzwi.”

Bliźniaki schowały się głębiej pod kuchennym stołem.

„Skąd znasz moje imię?” zawołałem przez drzwi.

Nic nie powiedział. Potem klamka się obróciła, ale drzwi się nie otworzyły. „Te dziewczyny powinny być ze mną” – powiedział. „Nie rozumiesz, co się dzieje”.

„Powiedzieli mi, że się ciebie boją.”

„Mają trzy lata. Nie wiedzą, co mówią”.

„Wiedzieli, że trzeba się ukryć”.

Jego głos stał się ostrzejszy. „Otwórz drzwi”.

"NIE."

Chwilę później usłyszałem kroki wychodzące z ganku. Pobiegłem do bocznego okna. Grant przechodził przez mój trawnik w kierunku furtki prowadzącej na podwórko. Zamknąłem drzwi kuchenne tuż przed nim. Złapał za klamkę i mocno nią potrząsnął.

Lucy krzyknęła.

Jego twarz, widoczna przez szybę, znieruchomiała. „Więc oni tam są”.

Nic nie powiedziałem.

„Otwórz te drzwi, Carla.”

„Policja nadchodzi.”

Krew odpłynęła mu z twarzy. Puścił klamkę i pobiegł z powrotem do swojego domu.

W ciągu kilku minut na końcu ulicy zawyły syreny. Najpierw do moich drzwi zapukali policjanci. Wyjaśniłem wszystko jeszcze raz, podczas gdy policjantka o imieniu Dana usiadła na podłodze w kuchni z Lily i Lucy. Kiedy Dana zapytała, gdzie jest ich mama, Lily wskazała na ścianę, którą dzieliliśmy z sąsiednią posesją. „Na dół” – powiedziała.

Policja weszła do domu Granta. Zostałem z bliźniakami, ale każda sekunda wydawała się nie mieć końca. Około piętnaście minut później dwóch funkcjonariuszy wyszło z Grantem w kajdankach. Za nim szedł kolejny funkcjonariusz, podtrzymując kobietę między nimi.

Rozpoznałem ją od razu. To była ta sama kobieta, którą widziałem stojącą na podjeździe w pierwszym tygodniu. Miała splątane włosy i bladą twarz. W chwili, gdy zobaczyła Lily i Lucy w otwartych drzwiach, całkowicie wyrwała się z uścisku policjanta.