Znalazłem czyjeś córki ukryte w moim pustym koszu na śmieci — a potem jedna z nich szepnęła: „Proszę, nie odsyłajcie nas z powrotem”

Lucy pokręciła głową. Wtedy zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie mam pojęcia, kim tak naprawdę są dla siebie mężczyzna i kobieta z sąsiedztwa.

Sięgnęłam po telefon. Lily natychmiast zsunęła się z krzesła. „Nie!”

Zatrzymałem się. „W porządku”.

„Żadnej policji” – powiedziała, a w jej głosie szybko narastała panika.

"Dlaczego nie?"

„Powiedział, że policja zabiera niegrzeczne dziewczyny”.

Ścisnęło mnie w żołądku. „Kto to powiedział?”

Oczy Lily napełniły się łzami. „On.”

Zanim zdążyłam zapytać o cokolwiek więcej, z sąsiedniego pokoju dobiegł ciężki łomot. Obie dziewczyny schowały się pod stołem. Sekundę później przez otwarte okno dobiegł słaby męski głos: „Lily! Lucy!”

Dziewczyny zaczęły drżeć. Zamknęłam okno i zaciągnęłam zasłonę. „Zostań tu” – wyszeptałam.

Część czwarta: Człowiek za drzwiami

Poszedłem do pokoju frontowego i zajrzałem przez wąską szparę obok rolet. Mężczyzna, którego widziałem na podjeździe, stał na swoim ganku, wyglądał teraz inaczej, z wyrazem gniewu na twarzy. Szybko zszedł po schodach, obrócił głowę na boki, rozejrzał się po podwórku. Potem ruszył w stronę krawężnika, w stronę mojego kosza na śmieci.

Odsunąłem się od okna. Minutę później ktoś trzy razy załomotał w moje drzwi wejściowe. Lily jęknęła z kuchni. Zmusiłem się do wzięcia oddechu i uchyliłem drzwi tylko na kilka centymetrów, nie zdejmując łańcucha.

Mężczyzna spojrzał na mnie. „Dzień dobry” – powiedział.

"Poranek."

Spojrzał ponad moimi plecami do domu. „Widziałeś dwie małe dziewczynki?”

Serce mi waliło. Spojrzałam na niego z najbardziej zdezorientowaną miną. „Małe dziewczynki?”