Znalazłem czyjeś córki ukryte w moim pustym koszu na śmieci — a potem jedna z nich szepnęła: „Proszę, nie odsyłajcie nas z powrotem”

To przykuło ich uwagę. Otworzyłem klapę na oścież i wyciągnąłem ręce. „Chodź. Pomogę ci”.

Dziewczyny wymieniły spojrzenia, które wydawały się zbyt poważne jak na ich wiek. W końcu ta w żółtym wyciągnęła do mnie rękę. Była lżejsza, niż się spodziewałem. Najpierw ją podniosłem, potem jej siostrę. Obie natychmiast chwyciły mnie za nogi, ściskając materiał moich dżinsów tak mocno, że czułem, jak drżą im palce.

„Mam na imię Carla” – powiedziałem. „A ty?”

Dziewczynka w żółtym stroju szepnęła: „Lily”.

Jej siostra odpowiedziała: „Lucy”.

„Lily i Lucy” – powtórzyłem. „Dobrze. Chodźmy do środka”.

Część trzecia: „Bez policji”

Starałam się nie patrzeć w stronę sąsiedniego domu, prowadząc je podjazdem. Gdy już były w środku, zamknęłam drzwi wejściowe na klucz. Szczęk zasuwy sprawił, że obie dziewczyny drgnęły, a to przeraziło mnie bardziej niż cokolwiek, co do tej pory powiedziały.

Zaprowadziłam ich do kuchni, dałam im wodę, postawiłam talerz krakersów i pokrojonych truskawek. Wpatrywali się w jedzenie, ale nie tknęli go, dopóki nie usiadłam kilka kroków ode mnie. „Możecie jeść” – zapewniłam ich. Lucy wzięła truskawkę. Lily poszła w jej ślady. W ciągu kilku sekund jedli tak szybko, że zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnio któreś z nich jadło porządny posiłek.

„Gdzie jest twoja mama?” zapytałem.

Obie dziewczynki przestały żuć. Lily spojrzała na Lucy.

„Czy twoja mama mieszka obok?”

Brak odpowiedzi.

„Twój tatuś?”