W wieku dziewięciu lat ich adwokat złożył wniosek o ustanowienie opieki w trybie nagłym, zarzucając utratę pamięci i urojenia. W wieku dziesięciu lat Claire zablokowała mi dostęp do biur firmy. W wieku jedenastu lat Daniel zmienił elektroniczną dokumentację medyczną Thomasa.
O południu wszedłem do wydziału do spraw przestępstw finansowych policji stanowej, niosąc pięć segregatorów.
Z dokumentów bankowych wynikało, że laboratorium Daniela otrzymało 4,8 miliona dolarów w ramach sfałszowanych kontraktów badawczych. Claire zatwierdziła każdy przelew. Zapieczętowany list Thomasa opisywał miesiące przymusu. Pendrive zawierał kopie jego oryginalnej dokumentacji medycznej, przechwycone zanim Daniel zdążył ją edytować.
Jednak najsilniejszy dowód pochodził od Thomasa.
Drugi rejestrator ukryty w jego gabinecie zarejestrował, jak Daniel przyznał się do zastąpienia Thomasa digoksyną. Claire zapytała, ile to potrwa.
„Wystarczająco szybko, żeby wyglądać naturalnie” – powiedział Daniel. „Wystarczająco wolno, żeby uniknąć podejrzeń”.
Wybrali niewłaściwą wdowę.
O zachodzie słońca toksykologia potwierdziła śmiertelny poziom digoksyny w zakonserwowanej próbce krwi Thomasa. Biegły ponownie otworzył sprawę. Sędzia zamroził rachunki laboratoryjne Daniela, akcje firmy Claire i wszystkie aktywa powiązane ze skradzionymi funduszami.
Nie zadzwoniłem do dzieci. Pułapkę już zastawiłem.
Zaprosiłem ich na kolację.
CZĘŚĆ 3
Przybyli wyposażeni w pewność siebie niczym w zbroję.
Claire weszła pierwsza w czarnym garniturze, z dokumentami opiekuńczymi. Za nią szedł Daniel z naszym prawnikiem rodzinnym, panem Harlanem, który unikał mojego wzroku.
„To się kończy dziś wieczorem” – powiedziała Claire. „Podpisz umowę o kontroli nad majątkiem, zrezygnuj z zarządu i wstąp do zakładu. Nadal możemy chronić twoją reputację”.
Nalałem herbaty.
Daniel rozejrzał się dookoła. „Gdzie jest Marcus?”
"Stracony."
To ich rozluźniło.
Claire położyła przede mną petycję. „Rozprawa odbędzie się jutro. Sędzia ją zatwierdzi. Oskarżyłeś swoje dzieci o morderstwo bez dowodów”.
Podniosłem kubek. „Naprawdę?”
