Automat pralniczy.
Ławka w parku.
Poczekalnia.
Kaplica.
Wszystkie te proste miejsca.
Wszystkie te niedokończone życia.
Rano spałem może godzinę.
Plecak był nadal otwarty.
Notatnik nadal czekał na dole.
Tym razem otworzyłem.
Na pierwszej stronie znajdowały się tylko dwa zdania.
Ludzie myślą, że samotność to brak towarzystwa.
Najczęściej jest to brak zauważenia.
Słowa te wydały mi się dziwnie znajome, chociaż nie przypominałem sobie, aby Thomas kiedykolwiek je do mnie wypowiedział.
Przewróciłem stronę.
W środku nie było żadnego pamiętnika.
Żadnych zwierzeń i opowieści z dzieciństwa.
Nawet nie ma osi czasu.
Zamiast tego każda strona opisywała jedno zwyczajne spotkanie.
Bez nazwisk.
Tylko chwile.
„Młody ojciec przed salą porodową udawał, że co trzydzieści sekund zerka na zegarek. Nie martwił się o godzinę. Starał się nie płakać przy własnym ojcu”.
Na dole strony Thomas napisał: „W końcu go przytulił”.
Zmarszczyłem brwi.
To było wszystko.
Po prostu… co wydarzyło się później.
Przewróciłem kolejną stronę.
„Starsza kobieta stała w sklepie spożywczym, wpatrując się w zupę w puszce przez prawie dwadzieścia minut. Nie zastanawiała się, co kupić. Zastanawiała się, czy ktoś zauważy, jeśli nie wróci w przyszłym tygodniu”.
Poniżej: „Przyjęła zupę”.
Inna strona.
„Nastolatek. Przystanek autobusowy. Spóźnił się na trzy autobusy. Powiedział, że nie będzie czekał na jeden. Po prostu nie był gotowy, żeby wrócić do domu”.
Na dole: „Wsiadł na czwarty”.
Strona po stronie otwierała się według tego samego schematu.
Weteran samotnie na ławce w parku.
