A zielony plecak pozostał otwarty u moich stóp niczym mapa bez dróg.
Tej nocy nie otworzyłem notatnika.
Zaniosłem plecak do domu, położyłem go na kuchennym stole i krążyłem wokół niego przez prawie dwie godziny.
W mieszkaniu panowała nieznośna cisza.
Kubek mojej matki nadal stał przy zlewie, chociaż nie było jej już prawie rok.
Nigdy go nie ruszałem.
Powtarzałem sobie, że to dlatego, że nie byłem gotowy.
O północy otworzyłem kolejną kopertę.
Lotnisko.
W środku znajdowała się karta pokładowa sprzed dziewięciu lat.
Na odwrocie: „Zadzwonił do swojej córki z bramki 14”.
Następnie pralnia.
Chusteczka do suszarki złożona starannie w kwadrat.
„Oboje czekaliśmy na niebieski kocyk. Powiedziała, że wciąż pachniał jak dom”.
Następnie kaplica szpitalna.
Mała kartka z modlitwą.
„Przestał przepraszać za płacz”.
Położyłem koperty na stole.
Przystanek autobusowy.
Sklep spożywczy.
Lotnisko.
