Ich matka niemal straciła własne życie, aby upewnić się, że one zachowają swoje.
W kolejnych tygodniach i miesiącach Emma mierzyła się z rekonwalescencją, którą niewiele osób potrafiłoby sobie wyobrazić.
Pożar na zawsze zmienił jej ciało i życie, ale nie zmienił powodu, dla którego weszła do tego domu.
Kiedy pojawiło się niebezpieczeństwo, nie zatrzymała się, by obliczać swoje szanse.
Po prostu wiedziała, że jej dzieci jej potrzebują.
Dziś Emma jest w Szwecji doceniana za niezwykłą odwagę, jaką wykazała się tamtego ranka.
Być może jednak najpotężniejszą częścią jej historii nie jest samo to, że weszła do płonącego domu.
Najważniejsze jest to, że wyszła — a potem zdecydowała się wrócić.

Potem znów wyszła — i wróciła jeszcze raz.
Trzy razy, za każdym razem w obliczu coraz większego niebezpieczeństwa.
Nie mogła wiedzieć, czy wyjdzie z tego żywa.
Wiedziała tylko, że nie może zostawić żadnego ze swoich dzieci.
Sześcioro dzieci przeżyło ten straszliwy pożar, ponieważ ich matka nie chciała przestać ich szukać.
A kiedy po wszystkim, co przeszła, w końcu otworzyła oczy na oddziale intensywnej terapii, zadała tylko jedno pytanie, które pokazało, co dokładnie przeprowadziło ją przez płomienie:
„Czy dzieci żyją?”
Żyły.
Ponieważ ich matka była gotowa przejść dla nich przez ogień.
