Doznała zagrażających życiu oparzeń obejmujących zdecydowaną większość jej ciała.
Kobieta, która raz za razem wbiegała do domu, aby ratować swoje dzieci, teraz sama walczyła o życie.
Ratownicy natychmiast przewieźli ją na oddział intensywnej terapii.
Przez kolejne tygodnie świat Emmy składał się z sal szpitalnych, operacji, bólu i niepewnej przyszłości.
Przeszła dziesiątki operacji, podczas gdy lekarze starali się leczyć wyniszczające obrażenia spowodowane przez ogień.
Jej powrót do zdrowia nie miał być szybki.
Czekała ją długa i trudna droga medyczna wymagająca niezwykłej siły.
Jednak nawet po wszystkim, co przeżyła, jedno pytanie było dla Emmy ważniejsze niż jej własny stan.
Kiedy w końcu odzyskała przytomność, nie zapytała najpierw o swoje oparzenia.
Nie zapytała, ile operacji będzie jeszcze potrzebować.
Nie zapytała, jak będzie wyglądała jej przyszłość.
Jej myśli natychmiast wróciły do tych samych osób, o których myślała, idąc przez płomienie.
Do swoich dzieci.
Jej pierwsze rozpaczliwe pytanie brzmiało:
„Czy dzieci żyją?”
Odpowiedź brzmiała: tak.
Cała szóstka.
Dwaj chłopcy, których wyciągnęła z parteru.
Dzieci, do których przedzierała się przez ogień na piętrze.
I mała Mollie, dla której po raz ostatni weszła do płonącego domu.
Wszystkie przeżyły.
