Część 2:
Po czym się rozłączyła.
Nie pytała. Nie zaproponowała, że cokolwiek przyniesie. Po prostu poinformowała mnie, że będę karmić całą jej rodzinę przez trzy dni.
Tego wieczoru powiedziałem Bryanowi.
„Ona przychodzi na Czwartego.”
Podniósł wzrok znad laptopa, już zdenerwowany. „To… miłe?”
„Z każdym. Przez cały weekend.”
Zamknął laptopa. „Czy to ci odpowiada?”
Czy nie przeszkadzało mi wydawanie kolejnych trzystu dolarów na zakupy spożywcze dla ludzi, którzy traktowali mój dom jak darmowy domek letniskowy? Czy nie przeszkadzało mi to, że byłam krytykowana za gotowanie, sprzątanie, podawanie i uśmiechanie się?
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się słodko.
„Wszystko w porządku” – powiedziałem. „Zupełnie w porządku”.
I wtedy zaczął się mój plan.
W piątkowe popołudnie mieliśmy trzy samochody na podjeździe i zero toreb z zakupami.
Juliette wyszła pierwsza, w za dużym kapeluszu przeciwsłonecznym i z miną osoby oczekującej pełnej obsługi. Sarah i Kate poszły za nimi, niosąc tylko designerskie torebki. Szóstka dzieci wybiegła na trawnik, jakby ktoś otworzył bramę w zoo.
„Annie!” powiedziała Juliette, obejmując mnie mocno perfumowanym uściskiem. „Mam nadzieję, że wszystko gotowe. Umieramy z głodu”.
„Już prawie gotowe” – powiedziałem radośnie.
Stół piknikowy wyglądał przepięknie. Ustawiłam słoiki wypełnione polnymi kwiatami z mojego ogrodu, złożone serwetki i dzbanek świeżej lemoniady lśniący w popołudniowym słońcu. Wyglądało to jak wyjęte z magazynu.
Sarah usiadła i uśmiechnęła się. „Zawsze sprawiasz, że wszystko wygląda tak pięknie”.
Kate rozejrzała się. „Gdzie jest jedzenie?”
„Już idę” – powiedziałem.
