— Chcesz ją oddać?
Natychmiast zaczął płakać.
— Nie chcę jej oddawać. Po prostu nie wiem, czy jestem wystarczająco silny, żeby ją kochać, wiedząc, że pewnego dnia możemy ją stracić.
Przez kilka dni odmawiałam rozmowy na ten temat.
Ale powoli strach zaczął wkradać się także do moich myśli.
A co, jeśli ja też nie jestem wystarczająco silna?
A co, jeśli Sophie potrzebuje czegoś więcej, niż możemy jej dać?
Podczas kolejnej wizyty w szpitalu pracownica socjalna wyjaśniła nam, że istnieją specjalistyczne formy opieki dla rodzin, które naprawdę czują, że nie są w stanie dalej samodzielnie zajmować się dzieckiem.
Kilka dni później Daniel i ja wróciliśmy do szpitala.
Położono przede mną dokumenty, a Sophie siedziała po drugiej stronie pomieszczenia w ramionach pielęgniarki. Miała na sobie ten sam różowy sweterek, który Daniel kupił jeszcze przed jej narodzinami.
Kiedy Sophie mnie zobaczyła, uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie ręce.
— Mamo.
Prawie wstałam.
— Nie mogę tego zrobić — wyszeptałam.
Daniel płakał obok mnie.
— Musimy myśleć o tym, co będzie dla niej najlepsze.
Ręka trzęsła mi się tak mocno, że mój podpis ledwo przypominał moje własne imię.
Zanim wyszliśmy, pielęgniarka pozwoliła mi po raz ostatni wziąć Sophie na ręce.
Położyła głowę na mojej piersi dokładnie tak samo jak w dniu, kiedy się urodziła.
Pocałowałam ją we włosy i wyszeptałam:
— Czekałam na ciebie jedenaście lat. Nie wiem, dlaczego teraz od ciebie odchodzę.
Potem pielęgniarka zabrała ją z moich ramion.
Daniel i ja ruszyliśmy w stronę wyjścia ze szpitala w całkowitej ciszy.
Byliśmy już prawie na parkingu, kiedy usłyszałam, że ktoś biegnie za nami.
— Panno Carter!
Odwróciłam się.
To była pielęgniarka Sophie.
Trzymała w ręce złożony dokument i patrzyła prosto na mnie.
— Proszę jeszcze nie odchodzić.
Serce mi zamarło.
