„Tak” – wyszeptałem. „Czasami go zatrzymywałem”.
Iris przycisnęła obie dłonie do piersi. „Dlaczego mi to zrobiłeś?”
„Bo za każdym razem, gdy nie przyszedł na wizytę, to ja trzymałam cię, gdy płakałaś”.
„To nie jest dla mnie odpowiedź.”
„Kiedy ożenił się z Giną, oszalałam” – powiedziałam. „Wyobrażałam sobie, jak patrzysz, jak on tworzy rodzinę z kimś innym. Na przykład… Ryanem. Myślałam, że cię to złamie”.
Ryan zrobił krok naprzód. „Nie zabrałem jej ojca. Ożenił się z moją matką”.
"Ja wiem."
Iris spojrzała na niego, a potem z powrotem na mnie. „Więc pozwoliłeś mi myśleć, że jestem niechciana”.
„Nie. Mówiłem ci każdego dnia, że jesteś kochany.”
„Przez ciebie” – powiedziała. „Nie przez niego”.
Wyciągnąłem do niej rękę. „Iris, proszę.”
Odsunęła się. „Nie dotykaj mnie!”
„Myślałem, że cię chronię.”
„Nie” – powiedziała. „Chroniłeś wersję wydarzeń, w której tylko ty zostałeś”.
Otworzyłem usta, ale nie wydobyłem z siebie ani jednego słowa.
Po raz pierwszy moja córka opisała mnie wyraźniej, niż ja sam potrafiłem opisać siebie.
„Zadzwoń do Anthony’ego.”
„Jest po północy.”
„Miałeś dwanaście lat” – powiedziała. „Dostaję dziś wieczorem”.
Ryan wyjął telefon. „Mogę zadzwonić do mamy”.
Iris otarła twarz. „Zrób to. Proszę.”
Dwadzieścia minut później światła reflektorów ponownie przesunęły się po ścianie mojego salonu.
Gina weszła pierwsza do środka, z ostrożnym wyrazem twarzy kobiety wciągniętej prosto w burzę. Podeszła do Ryana i przytuliła go mocno.
Anthony wszedł za nią, wyglądając na znacznie starszego, niż pamiętałem. Kiedy zobaczył Iris stojącą przy kominku, jego twarz zrzedła.
„Iris” – powiedział.
„Nie” – wyszeptała. „Jeszcze nie”.
