Wyjęła z szuflady komody starą książkę adresową i zaczęła szukać imienia, którego nie wypowiadała na głos od czasów studiów: Janice Mendez.
Podczas gdy Margot studiowała literaturę na szanowanym uniwersytecie na północy kraju i marzyła o zostaniu powieściopisarką, Janice została znakomitą prawniczką zajmującą się sporami sądowymi w Cedar Grove, znanym ze spraw dotyczących oszustw majątkowych o dużej wartości.
Nie rozmawiały od ponad dwudziestu lat, ale gdy Janice usłyszała głos Margot, nie traciła czasu na pogawędkę.
„Przyjdź do mojego biura dziś po południu, przynieś ze sobą każdy dowód, jaki znalazłeś, i cokolwiek zrobisz, nie mów nikomu, dokąd idziesz”.
W biurze Janice unosił się ostry zapach mocnego espresso, świeżego papieru do drukarki i zimnego powietrza wydobywającego się z klimatyzatora ustawionego na zdecydowanie za niską temperaturę.
Margot przybyła, niosąc metalowe pudełko, wydrukowane dzienniki wiadomości, wyciągi bankowe i wyczerpana niemal całkowitym brakiem snu, wyczerpana, lecz dziwnie przytomna.
Janice przeczytała każdą stronę bez przerwy, tylko raz podnosząc wzrok z ponurą miną, gdy dotarła do zmienionego testamentu.
„Czy masz pojęcie, ile pieniędzy jest w to wmieszane?”
Margot przełknęła ślinę, zanim odpowiedziała.
„Biorąc pod uwagę wszystkie nieruchomości, ukryte inwestycje giełdowe i tantiemy z moich książek, suma ta wynosi ponad pięćdziesiąt milionów dolarów”.
Janice odłożyła wieczne pióro na mahoniowe biurko z głośnym kliknięciem, którego odgłos rozniósł się po całym pokoju.
„Nie jest to już więc zwykła niewierność małżeńska, całe to zdarzenie trąci masowym oszustwem, bezprawnym wywłaszczeniem i jawnym fałszerstwem”.
Od tego momentu wszystko przyspieszyło tak szybko, że Margot ledwo nadążała.
Janice natychmiast zatrudniła biegłego księgowego, grafologa i starszego kolegę z prawa handlowego, aby pomogli jej w wypełnieniu dokumentów.
Rozłożyła dokumenty na szerokim biurku, jakby każda strona była kluczowym elementem brzydkiej, skomplikowanej układanki.
„Twoją największą zaletą w tej chwili” – powiedziała jej stanowczo Janice – „jest to, że Lucas nadal uważa, że jesteś tą samą naiwną kobietą, która boi się kwestionować jego autorytet”.
Tego samego dnia odkryto pierwszy poważny incydent: spółka-wydmowka, utworzona zaledwie jedenaście miesięcy wcześniej, otrzymywała regularnie duże przelewy z kont powiązanych ze wspólnymi aktywami.
Nazwa firmy była niepokojąco podobna do nazwy marki Margot, co najwyraźniej miało na celu wprowadzenie w błąd każdego pracownika banku wykonującego szybką kontrolę.
„Czy naprawdę chcesz mi powiedzieć, że podrobił mój podpis na wszystkich tych dokumentach prawnych?” – zapytała, mając usta suche jak piasek.
„Mówię ci, że ktoś zrobił wszystko, co mógł, żeby uczynić cię cichym, nieświadomym wspólnikiem swoich zbrodni, bez twojej wiedzy i zgody”.
Potem doszło do jeszcze gorszych odkryć: poważnych zmian w ubezpieczeniu na życie, ukrytych wypłat, dużych transakcji powiązanych z jej tantiemami i nowego zapisu w testamencie faworyzującego jednego z tajemniczych partnerów biznesowych Lucasa.
Każdy szczegół był starannie zaplanowany, jakby spędził lata udoskonalając metodę, dzięki której mógł zostawić ją z niczym i jednocześnie sprawić, by wszyscy wokół postrzegali ją jako ignorantkę.
Tej nocy Margot wróciła do domu i zastała Lucasa w kuchni, który swobodnie pytał, co powinni zjeść na kolację, jakby nic się nie zmieniło.
„Wolałbyś, żebyśmy dziś na kolację zjedli kurczaka czy grillowaną rybę?” – zapytała, obdarzając go cienkim, wyćwiczonym uśmiechem.
