„W każdy czwartek po południu przychodzi do nas po pracy. Pomaga wszędzie, gdzie jest potrzebny. Czasem buduje tekturowe zamki. Czasem koloruje. Czasem czyta bajki. A czasem spędza godzinę, udając, że poczekalnia jest pełna dinozaurów, bo taki gust ma jeden mały chłopiec”.
Słuchałem bez przerywania.
Charlie uśmiechnął się do siebie.
„Wczoraj zbudowali cały wulkan z tektury. Zanim skończyli, był cały pokryty zieloną farbą.”
Wspomnienie odżyło.
Poprzedniej nocy zauważyłem malutką zieloną smugę na nadgarstku Juliana.
Zaśmiał się i powiedział: „Marker z prezentacji”.
Nigdy tego nie kwestionowałem.
Charlie kontynuował.
„Jeden mały chłopiec odmówił zabawy, jeśli Julian nie był Tatą Dinozaurem.”
Pomimo tego, że wszystko we mnie wirowało, kącik moich ust się uniósł.
„Tata Dinozaur?”
„Och, oczywiście!” – zaśmiał się Charlie. „Dzieciaki przydzieliły każdemu role. Pielęgniarka Kelly była małym triceratopsem. Ja jakimś cudem stałem się zagubionym żółwiem. A Julian zawsze był Tatą Dinozaurem”.
Spojrzałem na telefon, który trzymałem w dłoni.
„Więc tu to przegrał.”
Charlie skinął głową.
„Mały chłopiec przytulił Juliana na pożegnanie, gdy ten wychodził na zewnątrz, a telefon musiał wyślizgnąć mu się z kieszeni kurtki. Nikt tego nie zauważył, dopóki wszyscy nie wyszli.”
Zamknąłem oczy.
Każda przerażająca możliwość, jaką sobie wyobraziłem, zaczęła się rozpadać.
Pozostało tylko jedno pytanie.
„Dlaczego mi nie powiedział?”
Charlie nie odpowiedział od razu.
Zamiast tego poszedł do swojej ciężarówki.
Kiedy wrócił, niósł ze sobą coś małego.
Wyblakły, zielony, plastikowy dinozaur.
