"Może."
„Jeśli ktokolwiek mógłby zgubić telefon z powodu najsympatyczniejszego nieznajomego w mieście, to prawdopodobnie będziesz to ty” – zażartowałem.
To wywołało cichy śmiech.
Kiedy nadszedł czas pójścia spać, Julian był już niemal pogodzony z faktem, że telefonu nie ma.
Zamówił zamiennik i pożyczył tymczasowe urządzenie z pracy.
Jednak gdy zgasiliśmy światło, westchnął.
„Czuję się idiotycznie” – mruknął.
„Za zgubienie telefonu?”
„Za to, że tak bardzo mnie to denerwuje.”
Ścisnęłam jego dłoń pod kocem.
„To w porządku, że ktoś się denerwuje.”
Pocałował mnie w czoło.
„Dobranoc, Dani.”
Następny poranek był już zupełnie normalny.
Julian wyszedł wcześnie rano z kubkiem termicznym w jednej ręce i teczką pod pachą.
„Zadzwonię z biura, jeśli będę czegoś potrzebować.”
„Pewnego dnia przeżyjesz.”
Uśmiechnął się.
„Poślubiłem optymistę”.
Po jego wyjściu posprzątałam kuchnię, podlałam zioła na tylnym ganku i zabrałam się za składanie prania.
Około 9:30 zadzwonił mój telefon.
Na ekranie pojawiło się imię i uśmiechnięte zdjęcie Juliana.
Poczułem ulgę.
Odpowiedziałem natychmiast.
„Znalazłeś!”
Zapadła cisza.
Wtedy odezwał się mężczyzna, którego nie rozpoznałem.
„Przepraszam. Chyba się nie znaliśmy.”
Wyprostowałem się.
