Jego głos rozbrzmiał echem na korytarzu.
Wyszłam z kuchni, wytarłam ręce ręcznikiem i od razu wiedziałam, że coś jest nie tak.
Krawat Juliana wisiał luźno.
Wyglądał, jakby przeczesywał włosy palcami przez godzinę.
Sprawdzał kieszenie, idąc w moim kierunku.
„Mój telefon zniknął.”
Mrugnęłam.
„Nigdy nic nie tracisz.”
"Ja wiem."
Frustracja w jego głosie graniczyła z paniką.
„Miałem to, kiedy wychodziłem z biura. Jestem prawie pewien, że tak było. Potem poszedłem na siłownię, przebrałem się, pojechałem do domu i gdzieś tam zniknęło”.

Przez następną godzinę przeszukaliśmy wszystko.
Jego teczka.
Jego kurtka.
Każdy przedział w samochodzie.
Pod obydwoma siedzeniami.
Pień.
Sprawdziłem nawet torby z zakupami z poprzedniego wieczoru, chociaż żadne z nas nie wiedziało, dlaczego telefon miałby się tam znaleźć.
Próbowaliśmy śledzić to online.
Nic.
Akumulator był rozładowany.
Julian oparł obie ręce o kuchenny blat.
„Mam tam kontakty z klientami”.
„Wymienimy telefon.”
„Nie chodzi tylko o telefon”. Potarł czoło. „Nienawidzę gubić rzeczy”.
Stanęłam za nim i położyłam ręce na jego ramionach.
„Zawsze mi mówisz, że większość ludzi jest dobra. Więc może ktoś uczciwy to znalazł.”
Westchnął.
