Twierdził, że to ja byłem tam pierwszy.
Upierałem się, że tak.
Dziesięć minut później piliśmy kawę po drugiej stronie ulicy.
Od tamtej pory wybieraliśmy siebie nawzajem.
Po dwunastu wspólnie spędzonych latach nasze życie stało się tak znajome, że mogłem niemal przewidzieć każdy dzień, zanim się zaczął.
Julian wyszedł do pracy o 7:30.
Zadzwonił w czasie lunchu, kiedy tylko mógł.
W czwartki chodziłem na siłownię.
Wróciłem do domu tak głodny, że sprawdziłem każdy garnek na kuchence, zanim pocałowałem go na powitanie.
Często żartowałem z niego, że jest najbardziej przewidywalnym człowiekiem na świecie.
Zawsze traktował to jako komplement.
Dlatego wczorajszy dzień wydawał się tak dziwny.
Drzwi wejściowe otworzyły się krótko po godzinie szóstej.
„Dani?”
