„Wiem, że to brzmi dziwnie” – powiedział cicho. „Ale ci ludzie próbują mnie nagrać. Jeśli pomyślą, że jesteśmy po prostu wyczerpaną rodziną podróżującą z dzieckiem, mogą stracić zainteresowanie”.
Waleria wiedziała, że powinna odmówić.
Właśnie uciekła z małżeństwa pełnego kłamstw.
Była sama ze swoim dzieckiem.
Zaufanie obcej osobie nie miało sensu.
Ale w oczach Alejandro było coś szczególnego.
Nie arogancja.
Nie manipulacja.
Tylko zmęczenie... i strach, który wydawał się boleśnie realny.
Więc Waleria objęła Sofię w ramiona i powoli oparła jej głowę o jego ramię.
Zmiana była natychmiastowa.
Młody mężczyzna opuścił telefon.
Obie dziewczyny przestały się gapić.
Zirytowana kobieta stojąca za nimi odwróciła się.
Alejandro cicho odetchnął.
"Dziękuję…"
Valeria zamierzała po kilku sekundach odejść.
Jednak wyczerpanie sprawiło, że podupadła, zanim zdążyła.
Zapadła w głęboki sen.
Gdy ponownie otworzyła oczy, samolot już schodził w kierunku międzynarodowego lotniska Felipe Ángeles.
Alejandro się nie poruszył.
Pozostał w dokładnie tej samej pozycji, żeby jej nie obudzić.
„Spałaś prawie dwie godziny” – powiedział z lekkim uśmiechem.
Waleria szybko usiadła.
„Przepraszam. Twoje ramię pewnie jest kompletnie zdrętwiałe.”
Zaśmiał się cicho.
„Uwierz mi, przeżyłem gorsze rzeczy”.
