Kobieta prychnęła, poprawiła torebkę i nic więcej nie powiedziała.
Waleria spojrzała na niego uważnie.
Wyglądał na jakieś trzydzieści osiem lat, ubrany w elegancką białą koszulę pod granatową marynarką. Brodę miał starannie przystrzyżoną, ale w oczach malowało się głębokie zmęczenie, takie, jakie wynika z zbyt wielu nieprzespanych nocy i zbyt wielu trosk skrywanych w tajemnicy.
„Dziękuję” – wyszeptała Waleria.
„Nie ma potrzeby.”
Wyciągnął rękę.
„Jestem Alejandro.”
„Waleria.”
Nie próbował jej oczarować.
Nie zadawał natarczywych pytań.
Po prostu pomógł jej schować wózek, podniósł lalkę Sofii, gdy ta spadła na podłogę i wywołał uśmiech na twarzy małej dziewczynki, składając serwetkę w zabawne kształty.
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Valeria poczuła, że może oddychać, nie odczuwając strachu.
Samolot był zatłoczony.
Wszystkie miejsca zajmowali biznesmeni, turyści, studenci i rodziny.
Jednak z upływem minut Waleria zaczęła dostrzegać coś dziwnego.
Kilku pasażerów cały czas patrzyło na Alejandra.
Młody mężczyzna siedzący po drugiej stronie przejścia podniósł telefon, udając, że filmuje widok za oknem.
Dwie dziewczyny szeptały, raz po raz zerkając na niego.
Alejandro zachował spokój.
Ale jego szczęka się zacisnęła.
Ciepło na jego twarzy powoli zanikło.
Następnie lekko pochylił się w stronę Valerii.
„Czy mogę prosić cię o dziwną przysługę?”
Zmarszczyła brwi.
„Jakiego rodzaju przysługę?”
Alejandro dyskretnie spojrzał w stronę przejścia, a potem na telefon młodego mężczyzny.
„Czy mógłbyś udawać, że zasypiasz na moim ramieniu?”
Valeria prawie wybuchnęła głośnym śmiechem.
"Co?"
