No i jest, pomyślałem.
Ava też to zauważyła. Słyszałem, jak szepnęła do Chloe: „Mówiłam ci”.
Wtedy mężczyzna wstał.
Ku mojemu przerażeniu, zaczął iść prosto w naszym kierunku.
Poczułam gorąco na karku. Moją pierwszą absurdalną myślą było, że może rozpiął mi się stanik od bikini. Drugą, że zamierza rzucić jakiś uprzejmy, ale upokarzający komentarz, tak jak to czasem robią nieznajomi, gdy myślą, że dodają otuchy.
Zatrzymał się przede mną, spojrzał na moje wnuki, a potem znów na mnie.
Przez sekundę myślałem, że się rozpłaczę.
Zamiast tego się uśmiechnął.
„Nora?” zapytał.
Spojrzałam na niego. „Tak?”
Jego wyraz twarzy złagodniał, jakby już wiedział, że znalazł właściwą osobę.
„Nie mogę w to uwierzyć” – powiedział. „Powiedziałem żonie, że myślę, że to ty, ale nie byłem pewien. Minęło… Boże, ponad czterdzieści lat”.
Mrugnęłam. „Przepraszam. Czy my się znamy?”
Zaśmiał się delikatnie. „Prawdopodobnie mnie nie pamiętasz. Mam na imię Richard. Chodziłem do liceum Westview. Byłem trzy klasy niżej od twojego brata Paula”.
To imię wywołało we mnie jakąś nikłą iskrę w pamięci, ale nie na tyle, by go skojarzyć. Wydawało się, że zrozumiał. Potem znowu spojrzał na moje wnuki.
„Chciałem się tylko przywitać” – powiedział. „I jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym coś powiedzieć tym dzieciakom”.
Nikt nie odpowiedział.
Richard oparł ręce na biodrach i przez chwilę patrzył w stronę wody, po czym kontynuował.
„Kiedy miałem piętnaście lat” – powiedział – „byłem boleśnie niezdarny. Chudy, nieśmiały, uszy za duże do twarzy, skóra non stop wyskakiwała mi z rąk. Nienawidziłem zdejmować koszulki gdziekolwiek. Pewnego lata na basenie miejskim grupka starszych chłopaków zaczęła się ze mnie nabijać. Na tyle głośno, żeby wszyscy mogli usłyszeć”.
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
„Była tam twoja babcia. Musiała mieć dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy lata. Młoda, piękna, pewna siebie. Usłyszała, co mówią, podeszła i zapytała, czy upokarzanie kogoś to jedyna rzecz, w której są dobrzy”.
Tyler wydał z siebie cichy, zaskoczony śmiech, po czym szybko spróbował go ukryć.
Richard kontynuował: „Jeden z chłopaków próbował to obrócić w żart. A ona mu powiedziała: »Zabawni ludzie rozśmieszają innych. Okrutni ludzie po prostu hałasują«. Nigdy tego nie zapomniałem”.
Nagle sobie przypomniałem.
Nie on na początku, ale ten dzień.
Basen publiczny w pobliżu dzielnicy, w której dorastałem. Chudy nastolatek stał sztywno przy głębokiej wodzie, a trzech chłopców zachowywało się, jakby zostali wyznaczeni na sędziów nad ciałami innych. Tego dnia nie czułem się szlachetny. Byłem wściekły.
„O mój Boże” – powiedziałem. „To byłeś ty?”
Skinął głową. „To byłem ja”.
Jego żona dołączyła do nas, uśmiechając się życzliwie. „Opowiadał tę historię przez całe nasze małżeństwo” – powiedziała. „Wiele razy”.
Richard zwrócił się do moich wnuków.
