Adele ścisnęła mnie za ramię. „Mężczyzna, który mnie wychował, tak”.
W pokoju panował szmer.
Pocałowałem ją w policzek i odsunąłem się.
Maya już się nie uśmiechała.
Przez godzinę pozwoliłam, by ślub pozostał piękny. Jerome płakał, zanim Adele. Mia płakała razem z nimi obojgiem. Lucille podała jej chusteczkę, nie spuszczając Mai z oczu.
Potem usłyszałem Mayę w pobliżu rodziny Harry'ego.
„Chciałam tam być” – powiedziała. „Oczywiście, że chciałam. Ale Robert utrudniał mi sprawę”.
Harry skinął głową. „Maya próbowała latami. Trzymał dziewczyny w izolacji”.
Kobieta siedząca obok niego wpatrywała się we mnie.
Maya westchnęła. „Nie wiesz, co to znaczy dla matki, gdy nie ma się kontaktu z dziećmi”.
Odstawiłem szklankę z wodą.
Penelope pojawiła się obok mnie. „Tato.”
Oczy Mii były wilgotne. „Proszę, powiedz mi, że to słyszałaś”.
„Słyszałem.”
Głos Lucille był cichy. „Powiedz słowo”.
Piper szepnęła: „Nie tutaj. Proszę”.
Shannon patrzyła tylko na Mayę.
Zrobiłem krok naprzód.
Adele dotknęła mojego ramienia.
„Jeszcze nie, tato.”
„Ona kłamie na nasz temat”.
„To po co czekać?”
Adele spojrzała na białe pudełko stojące obok stołu z prezentami.
„Bo tym razem nie odpowiadamy na kłamstwo gniewem. Odpowiadamy na nie dowodami”.
Po drugiej stronie pokoju Maya śmiała się, jakby wygrywała.
