Zanim poszłam na górę do sypialni, zarys planu zaczął nabierać kształtów. Rebecca i Philip najwyraźniej źle mnie ocenili, uznając mnie za słabą staruszkę, zbyt zagubioną, by radzić sobie z własnymi sprawami.
Wierzyli, że jestem łatwym łupem. Nie mieli pojęcia, co ich czeka.
Zatrzymałem się przy drzwiach Alice i otworzyłem je na tyle, żeby do niej zajrzeć. Spała spokojnie, niewinnie i nieświadoma ogromnej burzy, która zbierała się wokół niej.
Moja kochana wnuczka, uwięziona między chciwymi rodzicami a babcią, którą próbowała ostrzec. W tym momencie obiecałem sobie, że będę chronić nie tylko swój majątek, ale i Alice.
Cokolwiek bym teraz zrobił, zrobiłbym to z myślą o jej przyszłości. Poszedłem do swojego pokoju i otworzyłem laptopa, a moje palce celowo poruszały się po klawiaturze.
Do rana miałem już gotowy plan, który dałby Rebecce i Philipowi o wiele więcej, niż się spodziewali po powrocie z podróży. Chcieli pobawić się moim spadkiem.
Dobra. Gra rozpoczęta.
Luka Daniels przyjechał dokładnie o dziewiątej. Jego srebrny samochód wjechał na mój podjazd tuż po tym, jak żółty autobus szkolny zniknął za rogiem z Alicją w środku. Znałem Lukę od ponad czterech dekad.
Zanim został naszym prawnikiem, był najbliższym przyjacielem mojego męża i zajmował się naszymi testamentami, inwestycjami, a ostatecznie majątkiem po tym, jak rak odebrał mi męża. Zawsze dodawały mi otuchy ostrożne nawyki Luki i jego staromodna lojalność wobec klientów.
Ta znajomość była jak koło ratunkowe tego ranka. „Wyglądasz dobrze, Nevaeh” – powiedział, gdy witałem go w salonie.
Mimo to jego wzrok przesunął się po mojej twarzy z profesjonalną oceną, niewątpliwie szukając jakichkolwiek oznak upośledzenia umysłowego, które moja córka najwyraźniej mi przypisała. „Nie jestem starcza, Luka” – powiedziałam sucho, gestem wskazując mu, żeby usiadł.
„Przynajmniej jeszcze nie teraz”. Na jego pomarszczonej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
„Nigdy bym o tobie nie pomyślała. James zawsze mówił, że to ty byłaś tą bystrą w tym związku. On po prostu miał ten elegancki tytuł i wielkie, narożne biuro”.
Nalałem kawy z dzbanka, który wcześniej zaparzyłem, i poświęciłem chwilę na zebranie myśli. „Muszę wiedzieć, co Rebecca i Philip mogą planować, prawnie rzecz biorąc. Czy w ogóle możliwe jest, żeby przejęli kontrolę nad moimi sprawami bez mojej zgody?”
Luka wziął kubek i skinął głową z wdzięcznością. „Niestety, tak. Mogą podjąć kilka różnych decyzji”.
„Najprostszym rozwiązaniem byłoby ubieganie się o ustanowienie opieki lub kurateli, twierdząc, że nie jest się już w stanie samodzielnie zarządzać swoimi sprawami”.
„Na jakiej podstawie?” – zapytałem, czując narastającą w piersi złość. „Jestem w pełni kompetentny”.
„Ty i ja to wiemy” – powiedział łagodnie. „Ale zdeterminowany wnioskodawca z zasobami finansowymi może znaleźć ekspertów gotowych zeznać inaczej, zwłaszcza jeśli będą w stanie wskazać jakiekolwiek zachowania, które wydają się nietypowe lub niepokojące”.
Przeszukałem ostatnie kilka miesięcy. Czy dałem im cokolwiek, co mogłoby im się przydać, choćby chwilę zapomnienia czy chaotyczną rozmowę, którą mogliby wykorzystać jako dowód przeciwko mnie?
„Zachęcali mnie do uproszczenia życia” – wspominałem. „Rebecca ciągle sugeruje, żebym sprzedał dom. Mówi, że to dla mnie za dużo, a Philip zaproponował, że uporządkuje moje dokumenty finansowe w zeszłym miesiącu”.
Wyraz twarzy Luki pociemniał. „Tworzysz papierowy ślad, sprawiasz wrażenie, że prosiłeś o pomoc, okazujesz niepewność”.
„Ale ja nie” – zaprotestowałem. „Nigdy…”
