CZĘŚĆ 2
Krzesło sędziego Hanleya zgrzytnęło z szorstką, polerowaną drewnianą podłogą. Ten dźwięk zdziałał to, czego nie dokonało ostrzeżenie pułkownika Cartera. Rozbił niedowierzanie sali sądowej.
„Komisarzu” – rozkazał sędzia – „wezwij natychmiast pogotowie. Proszę oczyścić przejście”.
Komornik, szeroki mężczyzna o nazwisku oficer Miller, sięgnął po radio. „Nagły przypadek medyczny w sali sądowej numer cztery. Potrzebujemy natychmiastowej pomocy medycznej”.
Uśmieszek Daniela w końcu zniknął, choć tylko do połowy. Wyglądał na zirytowanego, jakby moje ciało wybrało sobie nieodpowiedni moment, żeby go zdradzić.
Pułkownik Carter ostrożnie rozluźnił kołnierzyk mojej bluzki, nie przekraczając granicy godności. „Proszę pani, proszę zostać ze mną. Jak pani się nazywa?”
„Emily” – szepnąłem.
„Emily, czy masz jakieś schorzenia?”
Próbowałem odpowiedzieć, ale ból zaciskał się w klatce piersiowej i żebrach. Mój wzrok się zwężał. Lampy sufitowe zmieniały się w białe monety unoszące się w czarnej wodzie.
„Ma lęki” – powiedział szybko Daniel. „Ataki paniki. Ona sprawia, że wyglądają gorzej”.
Pułkownik Carter nie spojrzał na niego. „Panie, proszę przestać mówić”.
Daniel mrugnął. „Przepraszam?”
„Powiedziałem, żebyś przestał gadać.”
To uciszyło nawet Patricię.
Sędzia zszedł z ławy, jego czarna toga powiewała wokół niego jak cień. „Pułkowniku, co pan sądzi o tym, co się dzieje?”
„Nie mogę jej tu zdiagnozować” – powiedział Carter, ponownie sprawdzając temperaturę mojej skóry i puls – „ale to nie jest teatr sądowy. Jej puls jest nieregularny. Jest blada, spocona i zdezorientowana. Może mieć problemy z sercem lub poważny incydent neurologiczny”.
Mój słuch stopniowo się pogarszał.
Usłyszałem szept Patricii: „To jest śmieszne”.
Potem usłyszałem sędziego.
„Pani Whitaker” – powiedział, a jego głos się zmienił. Nie był już surowy. „Emily. Rozumiesz mnie?”
Zmusiłam się, żeby spojrzeć na niego.
„Mrugnij raz na znak „tak”” – powiedział pułkownik Carter.
Mrugnęłam.
