Moja teściowa wskazała na mnie w sądzie i powiedziała: „Ona udaje”. Mój mąż uśmiechnął się złośliwie i powiedział sędziemu, że robię tak za każdym razem.

Pamiętam, jak poręcz wyślizgnęła mi się z palców. Pamiętam trzask, jaki poczułem, uderzając ramieniem o podłogę. Potem wokół mnie rozległy się głosy, zniekształcone i dalekie.

Ktoś pospiesznie wyszedł z tylnych ławek.

Obok mnie uklęknął wysoki mężczyzna w ciemnozielonym mundurze. Niejasno go rozpoznałem. Cały ranek siedział cicho przy przejściu, czekając na kolejną sprawę. Na jego plakietce widniał napis: CARTER.

Przyłożył dwa palce do mojej szyi, a potem spojrzał mi w twarz. „Proszę pani, słyszy mnie pani?”

Moje usta się poruszały, ale język był ciężki.

Daniel wstał, zirytowany, a nie przestraszony. „Nic jej nie jest. Ona to robi”.

Umundurowany mężczyzna spojrzał ostro w górę. „Jestem pułkownik Aaron Carter, Korpus Medyczny Armii Stanów Zjednoczonych. Wysoki Sądzie, ona potrzebuje pomocy”.

Patricia prychnęła. „Nie znasz jej”.

Pułkownik Carter zignorował ją. Uniósł moją powiekę, ponownie sprawdził puls, a potem jego wyraz twarzy się zmienił.

„Zadzwoń pod numer 911” – powiedział.

Nikt nie działał wystarczająco szybko.

Jego głos rozbrzmiał na sali sądowej.

„ZADZWOŃ 911!”

Wszyscy zamarli.

Dopóki nie odezwał się sędzia Hanley.