Moja śmiertelnie chora żona poprosiła mnie, abym znalazł swoją pierwszą miłość jako jej ostatnie życzenie – gdy dowiedziałem się dlaczego, prawie odmówiły mi posłuszeństwa kolana

„Carol, o czym ty mówisz? O Annie, kto? Co mam ci wybaczyć?”

Ona tylko pokręciła głową, najdelikatniej mówiąc, a jej usta zacisnęły się, jakby same słowa mogły ją zniszczyć.

W drzwiach pojawiła się pielęgniarka, cicha, lecz stanowcza, i powiedziała mi, że Carol musi odpocząć.

Dziewczyna, której nie widziałem od czterdziestu lat.

Pochyliłem się, pocałowałem żonę w czoło i wyszedłem na korytarz, czując, jak serce wali mi w żebra.

Trzy dni później Carol już nie było.

Dom na Maple Street wydawał się pusty w sposób, jakiego nigdy nie doświadczyłem w jakimkolwiek domu.

Jej okulary do czytania wciąż leżały na poręczy fotela. Na kuchennym stole leżała niedokończona krzyżówka.

Znajdź Annę.

Trzy dni później Carol już nie było.

Rzecz w tym, że była moją pierwszą miłością. Oświadczyłem się Annie w 1985 roku.

Odpowiedź przyszła w liście.

„Nie mogę za tobą pójść, Walt. Nie, skoro się oddalasz. Proszę, nie szukaj mnie.”

Przez czterdzieści lat wierzyłem Annie.

Przez dwa tygodnie, będąc w półśnie, próbowałem wmówić sobie, że Carol brała leki.

Ale każdej nocy słyszałem jej głos: „Z góry mi wybacz”.

Za co jej wybaczyć?

„Nie rozumiem cię, Walt.”

Przeszukiwałem stare grupy studenckie, aż jeden z kolegów dał mi numer Diane, jednej z najbliższych przyjaciółek Anny.

W chwili, gdy wypowiedziałem imię Anny, zamilkła. „Nie mam ci nic do powiedzenia w tej sprawie”.

Rozłączyła się.

Tydzień później Diane oddzwoniła. „Siostra Anny wyszła za mąż za mężczyznę z Pittsburgha”.

"Znasz jej imię?"