„Wtedy była tak bardzo do mnie podobna”.
„Ona nadal tak robi”.
Mieszkańcy miasta mawiali, że moja córka Rebecca ma całą twarz po swojej mamie.
„Poza tymi zielonymi oczami” – powiedziałem. „Zawsze ją wyróżniały”.
Carol odwróciła wzrok. „Oczywiście, że tak”.
Wyglądała wtedy tak bardzo jak ja.
Moja żona milczała przez chwilę. „Twoja matka byłaby zachwycona, gdyby zobaczyła ją dorosłą”.
Pomyślałam o mojej matce, Ruth, która nie żyje już od dziesięciu lat.
Połowa Millfield wciąż nazywała ją świętą. Uczyła w szkółce niedzielnej przez czterdzieści lat i nigdy nie odpuściła zapiekanki dla pogrążonego w żałobie sąsiada.
"Mama by ją strasznie rozpieszczała."
Palce Carol zacisnęły się na moich. „Walt, byłam dla ciebie dobrą żoną, prawda?”
Połowa Millfield nadal nazywała ją świętą.
Pytanie mnie zaskoczyło. „Byłeś najlepszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła”.
Jej oczy się zaszkliły. „Musisz mi coś obiecać. Powiedz „tak” , zanim ci powiem, co to jest ”.
Po trzydziestu sześciu latach nie wahałem się.
"Wszystko."
Carol wzięła głęboki oddech. „Znajdź Annę, proszę. Zrozumiesz wszystko, jak ją znajdziesz. I proszę… z góry mi wybacz”.
Musisz mi coś obiecać.
Nazwa ta przypominała kamień wrzucony do stojącej wody.
Ania.
Dziewczyna, której nie widziałem od czterdziestu lat.
