„Claire zawsze przesadzała” – kontynuował Mark. „Denerwowała się, groziła odejściem, wydawała pieniądze, których nie mieliśmy. Ktoś musiał być odpowiedzialny. Próbowałem powstrzymać ją przed podjęciem kolejnej głupiej decyzji”.
W pokoju na chwilę zapadła cisza.
„A potem mnie zdradziłeś” – powiedział Mark niebezpiecznie łagodnym tonem. „Mieliśmy założyć rodzinę, a ty to zniszczyłeś”.
„Próbowałem powstrzymać ją przed podjęciem kolejnej głupiej decyzji”.
Daniel powoli skinął głową.
„Jeśli pomoc Claire w odejściu oznacza, że cię zdradziłem, to tak. I zrobiłbym to jeszcze raz bez wahania”.
Mark zwrócił się ku Evansowi.
„Gdzie ona jest? Twoja matka trzymała cię z dala ode mnie. Musi za to odpowiedzieć”.
„Ona nie żyje” – odpowiedział Evan.
Mark zatrzymał się. Wydawało się, że poświęcił chwilę na przetworzenie wiadomości, po czym skinął głową.
„Dobrze... ale ja nadal jestem twoim ojcem. Ty nadal jesteś moim synem.”
„Zrobiłbym to jeszcze raz bez wahania”.
Evan patrzył na niego przez dłuższą chwilę.
„Nie... Myślę, że usłyszałem już wszystko, co potrzebowałem usłyszeć dziś wieczorem”.
„Nie możesz tak mówić. Jestem twoją krwią. Czy nie zasługuję na szansę?”
Mark zrobił krok w jego stronę.
Daniel przeszedł między nimi.
"Nie odważyłbyś się..." warknął Mark.
„Nie możesz tak mówić. Jestem twoją krwią. Czy nie zasługuję na szansę?”
„Musisz dać temu chłopakowi przestrzeń.”
„Musisz przestać wtrącać się w moje życie! Boże, Danielu, nie masz prawa mnie osądzać”.
Daniel westchnął.
„Tak” – powiedział cicho. „Mężczyzna z mężczyzną, to, co zrobiłeś Claire, było złe. To była przemoc i powinienem był cię osądzić prosto w twarz dziewiętnaście lat temu”.
"Nie odważyłbyś się..."
Mark zamilkł.
„Zamiast tego spędziłem prawie dwadzieścia lat udając, że trzymanie się od ciebie z daleka oznacza to samo, co sprzeciwianie się tobie”. Pokręcił głową. „Nie było”.
Daniel podszedł do drzwi wejściowych i je otworzył.
„Ale mówię ci teraz. Nasza przyjaźń się skończyła.”
Markowi opadła szczęka.
„Ale mówię ci teraz. Nasza przyjaźń się skończyła.”
"Danielu."
