Jego oczy napełniły się smutkiem.
„Ono je dziedziczy”.
Shaw wydawał rozkazy w stronę wyłączonego sprzętu komunikacyjnego.
Nikt nie odpowiedział.
Ponieważ baza już zniknęła.
Kopia podeszła do mnie.
„Możemy powstrzymać załamanie”.
"Jak?"
„Połączcie się dobrowolnie”.
Zimno zalało moją pierś.
Elias natychmiast pokręcił głową.
"NIE."
Kopia spojrzała na niego ze smutkiem.
„Przetrwał pan kontakt, komandorze Mercer. Rozumie pan, czym jest zagłada”.
„Rozumiem manipulację”.
Kopia dotykała jej własnej piersi.
„Nie. Rozumiesz samotność.”
Potem zwróciła się w moją stronę.
I nagle to poczułem.
Chór.
Nie zakłócaj moich myśli.
Pamiętając o nich.
Miliony głosów.
Miliony martwych cywilizacji przetrwały we wspólnej świadomości.
Nieskończone archiwum gatunków, które nie chcą zniknąć.
Żal mnie niemal zmiażdżył.
Moje kolana się ugięły.
Elias mnie złapał.
„Claire!”
Łzy spływały mi po twarzy.
„Oni umierają” – wyszeptałem.
Kopia skinęła głową.
„Oni zawsze umierali.”
Drzwi komnaty otworzyły się do środka.
Do środka wbiegli uzbrojeni ludzie.
Nie jest to wojsko amerykańskie.
Prywatne jednostki taktyczne.
Shaw zamarł.
„Co to do cholery jest?”
Za nimi wszedł znajomy mężczyzna.
Srebrne włosy.
Idealny garnitur.
Spokojny uśmiech.
Senator Malcolm Avery.
Mój ojciec sapnął.
„Malcolm?”
Avery całkowicie go zignorowała.
Jego wzrok utkwiony był w kopiach.
A potem na mnie.
"W końcu."
Shaw wyglądał na oszołomionego.
„Ty to autoryzowałeś?”
Avery się uśmiechnął.
„Projekt Helios należał do mnie na długo, zanim stał się własnością Wywiadu Obronnego”.
Generał Hale zrobił się zimny.
„Sfinansowałeś eksperymenty na ludziach”.
„Sfinansowałem przetrwanie”.
Avery podszedł bliżej.
„Chór oferuje nieśmiertelność”.
„Nie” – warknął Elias.
„Oferuje asymilację”.
Avery zaśmiał się cicho.
„Różnica perspektyw”.
Potem spojrzał prosto na mnie.
