„Uratowaliśmy ludzkość”.
Kopia uśmiechnęła się lekko.
„Nie. Ty to przedłużyłeś.”
Pewność siebie Shawa po raz pierwszy zabłysła.
Kopia była skierowana prosto na mnie.
„Pamiętasz sygnał?”
Boże pomóż mi.
Tak, zrobiłem.
Niewyraźnie.
Ale kawałki.
Ogromna inteligencja przemieszczająca się przez gwiazdy.
Samotność starsza niż planety.
Gatunek, który przetrwał wyginięcie dzięki gromadzeniu świadomości w żywych umysłach.
Chór nie dokonywał inwazji na światy.
Ono się broniło.
I jakoś…
Wybrało ludzkość.
Kopia dotknęła szkła innego modułu.
„Ból wzmacnia szlaki przesyłu sygnału”.
Nagle na ścianach komnaty zaczęły pojawiać się obrazy.
Moje dzieciństwo.
Mój ojciec naśmiewa się z mojej wagi.
Stołówki szkolne.
Samotne noce spędzone na nauce, podczas gdy Nathan zbierał pochwały za przeciętne osiągnięcia.
Każde upokorzenie.
Każda rana.
Wyświetlane publicznie.
Mój ojciec osunął się na krzesło.
"Boże."
Kopia go studiowała.
„Stworzyłeś odporność przypadkowo”.
Mój ojciec zaczął płakać.
Naprawdę płaczę.
"Przepraszam."
Słowa te wydawały się niczym w porównaniu z dekadami.
Nadal…
Po raz pierwszy w życiu…
Wierzyłem, że mówił poważnie.
Wtedy w komnacie wybuchł alarm.
Technik krzyknął przez komunikator.
„Panie! Obiekty schodzą w kierunku obwodu bazy!”
Elias zbladł.
„Są tutaj.”
Generał Hale wyprostowała się.
"Ile?"
Odpowiedź przyszła poprzez zakłócenia.
„Setki.”
Kopia była skierowana w stronę sufitu.
„Przybyli, aby się zjednoczyć”.
Shaw uśmiechnął się powoli.
„To jest historia”.
„Nie” – szepnął Elias.
„To jest osąd.”
Ściany zadrżały gwałtownie.
A na zewnątrz…
Niebo się otworzyło.
CZĘŚĆ 7
Wszystko wydarzyło się naraz.
Syreny alarmowe.
Eksplozje nad ziemią.
Żołnierze krzyczący przez komunikatory.
Komnata Helios zatrzęsła się pod wpływem uderzenia potężnego obiektu, który wylądował bezpośrednio nad obiektem.
Z sufitu spadał kurz.
Kopia spoglądała ku górze niemal z nabożnym szacunkiem.
„Przyszli sami.”
Elias złapał mnie za ramię.
„Claire, posłuchaj mnie uważnie. Chór nie podbija cywilizacji”.
„Co więc robi?”
