Mój ojciec śmiał się przy brunchu w swoim klubie golfowym, opowiadając kolegom od golfa, że ​​jestem „tylko pielęgniarką” rozdającą szczepionki na grypę na jakiejś bazie Sił Powietrznych. Uważał, że jestem zbyt zwyczajna, żeby się liczyć, zbyt cicha, żeby zrobić wrażenie na kimkolwiek przy jego stole.

„To była inkubacja”.

Zimno zalało moją pierś.

"Co?"

„Chór nie przemawiał do ludzkości”.

Podszedł bliżej.

„To rosło w ludzkości”.

Na terenie bazy rozległ się dźwięk syren.

Technik krzyknął z wieży dowodzenia.

„Panie! Wykrywamy kolejne obiekty wchodzące w atmosferę!”

Wszystkie oczy zwróciły się ku niebu.

Dziesiątki.

Malutkie srebrne światełka przecinały chmury.

Nie meteoryty.

Statki.

Głos mojego ojca za mną drżał.

„Claire…”

Ledwo go słyszałem.

Ponieważ oczy Eliasa spotkały się z moimi.

I po raz pierwszy odkąd go znowu zobaczyłam…

Zauważyłem strach.

Prawdziwy strach.

Nie dla siebie.

Dla mnie.

„Claire” – wyszeptał – „znaleźli kopie”.

To słowo podziałało na mnie jak lodowata woda.

Kopie.

NIE.

Nie, nie, nie.

Milczenie Shawa wyjaśniło mi wszystko.

Kontynuował działalność Helios po katastrofie.

Bez pozwolenia.

Bez nadzoru.

Beze mnie.

I nagle zrozumiałem, dlaczego Chór powrócił.

Nie przybył tu dla Ziemi.

Przybyliśmy tu po to, co ukradliśmy.

CZĘŚĆ 5
Skarbiec Heliosa pozostał dokładnie tam, gdzie go zapamiętałem.

Zakopane pod podstawą.

Kilometry wzmocnionej stali.

Punkty kontrolne biometryczne.

Oznaczone klauzulą ​​tajności wykraczającą poza zezwolenie prezydenta.

Przysiągłem sobie, że nigdy więcej tam nie wejdę.

A jednak tu byłem.

Idąc obok ducha mężczyzny, którego kochałam.

Winda zjechała w ciszy.

Mój ojciec stał przy tylnej ścianie, wyglądał blado i wyglądał na o wiele starszego.

W końcu przemówił.

„Przez wszystkie te lata…”

Nie patrzyłem na niego.

"Tak."

„Robiłeś to?”

"Tak."

Jego głos się załamał.

„A ja nazwałem cię leniwym.”

Teraz bolało jeszcze bardziej.

Nie dlatego, że nadal potrzebowałam jego aprobaty.

Ponieważ żal brzmi tak żałośnie, gdy przychodzi późno.

Drzwi skarbca się otworzyły.

Wszyscy zamarli.

Komora centralna świeciła na niebiesko-biało pod wiszącymi wieżami neuronowymi.

I ustawione wzdłuż ścian…

Były to kapsuły kriogeniczne.

Dziesiątki z nich.