Wtedy na drugim końcu korytarza pojawił się Adrian.
Zatrzymał się, gdy mnie zobaczył.
Po raz pierwszy tego dnia wyglądał na przerażonego.
„Meredith.”
Odwróciłam się ku niemu.
„W końcu przypomniałeś sobie moje imię.”
Sarah zrobiła krok naprzód. „Proszę, powiedz mi, że ona kłamie”.
Adrian spojrzał w stronę swojej matki.
Potem Julian.
Nikt go nie uratował.
„Sarah, mogę to wyjaśnić.”
Ona go uderzyła.
Dźwięk rozniósł się po korytarzu, a goście wewnątrz zaczęli wstawać.
Adrian dotknął swojego policzka.
„Saro.”
„Powiedziałeś mi, że ona wie o wszystkim.”
Zamarłem.
Adrian spojrzał na nią ostro.
Sara zaczęła płakać.
„Mówiłeś, że Meredith wiedziała, że chcesz odejść. Mówiłeś, że pogrzeb to jakaś prawna awantura, której twoja rodzina nie mogła powstrzymać”.
Spojrzałam na niego.
On także ją okłamał.
Inne kłamstwo. To samo tchórzostwo.
„Nic nie wiedziałem” – powiedziałem jej.
Sarah zasłoniła usta. „Przepraszam bardzo, Meredith.”
„Ja też.”
Adrian ruszył w moją stronę.
„Meredith, proszę posłuchaj.”
"NIE."
„Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić.”
Prawie się roześmiałem.
„Pozwól mi cię pochować.”
