"Zawiodłem cię."
Nie odpowiedziałem.
Kontynuował.
„Ciągle myślałam, że skoro Kevin milczał, kiedy wracałam do domu, to przecież nie mogło być aż tak źle, jak mówiłeś. To było łatwiejsze niż przyznanie się, że zostawiam cię samą na cały dzień i nie mam pojęcia, jak tak naprawdę wyglądają twoje dni”.
"Powinieneś mi zaufać."
„Nie mogę od razu zmienić moich zmian” – powiedział. „Ale rozmawiałem z moim przełożonym. Mogę przejść na cztery dziesięciogodzinne dni pracy od przyszłego miesiąca”.
Spojrzałam na niego.
"Już to zrobiłeś?"
"Tak."
„A do tego czasu?”
Zabiorę Theo, kiedy wrócę do domu. Karmię go, kąpię, robię wszystko, czego potrzebuje. Masz dwie godziny nieprzerwanej pracy przed snem.
Moje oczy zaszły łzami.
Daniel podszedł bliżej, ale mnie nie dotknął.
„Wiem, że poprawa sytuacji nie wymaże tego, co powiedziałem”.
"NIE."
„Wciąż chcę być lepszy”.
Skinąłem głową.
To wystarczyło na razie.
Kevin nigdy nie przeprosił.
Nie potrzebowałam go.
Bębny ucichły.
Głośność basu pozostała normalna.
Miesiąc później wyprowadził się po tym, jak inny lokator zgłosił naruszenie warunków umowy najmu polegające na paleniu w budynku.
Nigdy się nie dowiedziałem, czy to kierownictwo go do tego zmusiło, czy też on sam zdecydował się odejść.
