"Dokładnie."
Pomogła mi wysiąść z samochodu, a gdy wstałem, trzasnęło mi w plecach. Jej twarz ściągnęła się w wyrazie współczucia.
„Kochanie” – powiedziała cicho – „nie powinnaś tego robić. Nie w ósmym miesiącu ciąży. Nigdy. Nawet przez jedną noc”.
Spojrzałam w dół, zawstydzona.
Razem weszliśmy po schodach. Dana niosła paczkę jak broń. Ja trzymałem się poręczy jedną ręką, a drugą brzucha.
W połowie drogi szepnąłem:
„Będzie wściekły”.
"Dobry."
„On zrzuci winę na mnie”.
Dana odwróciła się i spojrzała mi prosto w oczy.
„Emma, posłuchaj mnie. Nie zrobiłaś nic złego. Dorastasz jako człowiek w ciele, które cierpi, a on wsadził cię do samochodu w sierpniowy upał. Dziś wieczorem staniesz za mną. Ja będę mówić. Potem położysz się spać we własnym łóżku. Zrozumiano?”
„Tak, proszę pani.”
Gdy dotarliśmy do mieszkania, Dana zapukała trzy razy.
Ryan otworzył drzwi z zaspanym wyrazem twarzy, ale jego twarz się zmieniła, gdy zobaczył obok mnie swoją matkę.
"Mama?"
Dana wyciągnęła paczkę.
„Mała niespodzianka.”
Wniósł go do środka i rozdarł papier. W środku było złożone łóżko polowe.
Ryan wpatrywał się.
„Mamo, co do cholery?”
„Od dziś wieczorem” – powiedziała spokojnie Dana – „będziesz spał na tym w korytarzu. Emma będzie spała w łóżku”.
„Nie możesz tego zrobić!”
„Och, mogę”. Głos Dany pozostał spokojny. „Powiedz żonie, kto tak naprawdę płaci czynsz, Ryan”.
Jego twarz zbladła.
Dana delikatnie zwróciła się do mnie.
