Potem zadzwoniłem.
Odebrał po czwartym dzwonku.
"Co?"
Żadnego „cześć”. Żadnych pytań o dziecko.
Utrzymywałem spokojny głos.
„Chloe potrzebuje kolejnej terapii oddechowej. Nie dam rady dziś wszystkiego załatwić. Zabrałeś oszczędności i potrzebuję twojej pomocy”.
Eric westchnął, jakbym przerwał mu coś ważnego.
„Ona ma dwoje rodziców” – kontynuowałem.
Zapadła cisza.
Potem powiedział: „Chciałeś ją zatrzymać. Zajmij się tym”.
Ścisnąłem kierownicę.
„Ona jest twoją córką.”
„Nie zrobię tego, Claire.”
„Ona cię potrzebuje.”
„Zapytaj kogoś innego.”
„Eric, proszę.”
Jego odpowiedź była chłodna i natychmiastowa.
„Zapytaj kogoś, kto naprawdę chce się tym zająć”.
Następnie połączenie się zakończyło.
Powinienem był pojechać do domu.
Część mnie o tym wiedziała.
