Większość dni spędzałam siedząc przy inkubatorze Chloe i obserwując, jak oddycha.
Czasami z nią rozmawiałem.
Czasami brakowało mi słów.
Tak czy inaczej, ciągle składałem tę samą obietnicę.
„Wracamy do domu.”
W końcu tak zrobiliśmy.
Ale opuszczenie szpitala nie oznaczało końca najtrudniejszego okresu.
Chloe nadal potrzebowała leków, zabiegów inhalacyjnych, badań kontrolnych i zaopatrzenia, które moje ubezpieczenie pokryło tylko częściowo.
Pewnego popołudnia pojechałem do apteki, a ona spała na tylnym siedzeniu. Wciąż dochodziłem do siebie po operacji i każdy niezręczny ruch przypominał mi o tym, ale nie było nikogo innego, kto mógłby pojechać w tę podróż.
Farmaceuta podał mi kwotę całkowitą.
Sprawdziłem saldo.
Potem sprawdziłem jeszcze raz.
Nie miałem wystarczająco dużo.
Wróciłem do samochodu, nie mając wszystkiego, czego Chloe potrzebowała, i przez kilka minut siedziałem za kierownicą.
Numer Erica nadal był zapisany w moim telefonie.
Wpatrywałam się w jego imię dłużej, niż chcę przyznać.
