Myślałem, że moi rodzice oszaleli, kiedy przyjechali do mojego akademika w podartych ubraniach z workami na śmieci. Potem tata powiedział mi, kogo tak naprawdę obserwowali.
"Tato... co masz na sobie?"
Spojrzał na siebie, jakby nic złego się nie działo.
"Odzież."
"Nie rób tego."
"Co zrobić?"
"Postępuj tak, jakby to było normalne."
Mój tata stał na środku parkingu przed moją uczelnią. Miał na sobie podarte dżinsy, wyblakłą koszulkę z ciemną plamą przy dole i starą brązową kurtkę, której nie widziałem go na sobie od lat.
Moja mama wyglądała jeszcze gorzej.
Miała potargane włosy. Bluza miała dziury przy mankietach.
Jedną stronę jej twarzy pokrywała smuga brudu.
A połowa moich rzeczy była spakowana w czarne worki na śmieci. Prawdziwe worki na śmieci.
Spojrzałem na nich oboje. „Coś się stało?”
Mama wzruszyła ramionami. „Długi poranek”.
To nie miało sensu.
Potem spojrzałem za nich. „Gdzie jest ciężarówka taty?”
Stary, niebieski minivan mojego wujka stał zaparkowany za nimi.
Samochód miał wgniecenie na boku i brakowało jednego kołpaka.
Tata na niego zerknął. „Ten nadal działa”.
