Miliarder udawał, że śpi, aby przetestować swoją nową pokojówkę… Jednak to, co zrobiła, całkowicie go zamurowało

„Panie Penhaligon?” krzyknęła Maya.

„Wynoś się stąd” – wychrypiał.

„Jesteś ranny” – powiedziała, podchodząc bliżej.

„Powiedziałem, żebyś się wynosił” – krzyknął.

Ale jego twarz była blada, wilgotna od potu, a oddech zbyt szybki, płytki i urywany. Maya podeszła bliżej, mimo jego rozkazu.

„Czy odczuwasz ból w klatce piersiowej?” zapytała.

Spojrzał na nią z wściekłą frustracją.

„Nie dotykaj mnie” – rozkazał.

„Studiowałam pielęgniarstwo” – stwierdziła stanowczo.

To sprawiło, że na chwilę się zatrzymał.

„Usiądź natychmiast” – powiedziała, a jej głos zmienił się w ton rozkazujący, jakiego nigdy nie słyszał od służącej.

„Nie przyjmuję od ciebie rozkazów” – zaczął.

„Musisz, jeśli chcesz oddychać” – odparła.

Jego oczy zabłysły gniewem, ale potem uderzyła go kolejna fala bólu, a kolana się pod nim ugięły. Maya złapała go za ramię, zanim upadł, i poprowadziła w kierunku skórzanego fotela.

„Pani Gordon, proszę natychmiast zadzwonić do doktora Bennetta” – krzyknęła w stronę korytarza.

Artur spróbował wstać, ale Maya przycisnęła jedną rękę do jego ramienia, uniemożliwiając mu pozostanie w pozycji siedzącej.

„Nie ruszaj się” – rozkazała.

Przez jedną dziwną sekundę patrzyli na siebie w ciemności, rozświetlonej jedynie błyskami błyskawic na zewnątrz. Nikt nie dotykał go w ten sposób od lat – ani delikatnie, ani bez pragnienia czegoś, ani bez strachu. Artur przestał się opierać i odchylił się do tyłu.

Maya sprawdziła jego puls – był szybki i nierówny, choć nie katastrofalny, co sugerowało atak paniki wywołany burzą i wspomnieniami, które ze sobą niosła.

„Oddychaj ze mną” – powiedziała, zaczynając powoli wdychać.

Roześmiał się gorzko i bez tchu, słysząc jej słowa.

„Myślisz, że oddychanie wszystko naprawia na tym świecie?” zapytał.

„Nie, ale na pewno nieoddychanie niczego nie leczy” – odpowiedziała.

Zacisnął usta i po chwili, mimowolnie, podążył za jej rytmem. Deszcz padał coraz mocniej, a grzmoty przetaczały się przez rezydencję, wstrząsając jej fundamentami. Artur zamknął oczy. Pod ostrymi rysami jego twarzy Maya dostrzegła coś strasznego – nie siłę, nie arogancję, nie okrucieństwo, lecz człowieka uwięzionego w chwili, gdy jego życie dobiegło końca.

Doktor Bennett przybył dwadzieścia minut później, przemoczony i wyraźnie poirytowany telefonem. Zbadał Arthura w gabinecie, podczas gdy pani Gordon stała przy drzwiach z wyrazem zaniepokojenia na twarzy.

„To kolejny atak paniki” – powiedział w końcu lekarz. „Ma podwyższone ciśnienie krwi i zmaga się z głębokim wyczerpaniem”.

Artur odwrócił wzrok, nie chcąc zaakceptować diagnozy.