Miliarder udawał, że śpi, aby przetestować swoją nową pokojówkę… Jednak to, co zrobiła, całkowicie go zamurowało

„Nie sądzę, żeby cokolwiek mu się podobało” – powiedziała Maya.

Po raz pierwszy tego poranka usta pani Gordon niemal wykrzywiły się w uśmiechu.

„Uważaj bardzo, dziewczyno, bo za dużo zauważasz” – ostrzegła.

Reszta dnia minęła w spokojnej, dusznej ciszy, ale Maya zaczęła poznawać rytm rezydencji. Srebra liczono w każdy piątek, pościel w skrzydle zachodnim zmieniano, mimo że nikt tam nigdy nie spał, a pan Penhaligon pił kawę o siódmej, choć przez większość dni pozostawała nietknięta. Obiad przygotowywano i dostarczano do jego gabinetu, ale wracał do połowy zjedzony, podczas gdy na kolację zazwyczaj składała się tylko zupa, a czasami nawet jej nie było.

O trzeciej po południu, odkurzając główną bibliotekę, Maya znalazła pod aksamitnym fotelem małą zabawkę. Był to drewniany królik, nie większy od jej dłoni, niegdyś pomalowany na biało, choć przez lata farba mocno się zużyła. Jedno ucho było odłamane, a na szyi wisiała mu wyblakła różowa wstążka, która wyglądała boleśnie nie na miejscu w tak nieskazitelnie czystym pokoju. Maya zamarła, delikatnie go unosząc, czując dziwny ból w piersi.

Zanim zdążyła zdecydować, co zrobić, przez pokój przetoczył się głos niczym ostrze.

„Odłóż to!” krzyknął Artur.

Maya odwróciła się i zobaczyła Artura stojącego w drzwiach. Jego twarz całkowicie się zmieniła, pustka zniknęła, a zastąpiło ją coś ostrego i niebezpiecznego.

„Bardzo przepraszam” – powiedziała natychmiast Maya. „Znalazłam to pod krzesłem i nie chciałam przeszkadzać”.

„Odłóż to” – powtórzył.

Posłuchała, ostrożnie odkładając królika na stolik, ale Artur przeszedł przez pokój trzema długimi krokami i chwycił go, jakby zabawka mogła zniknąć, gdyby poczekał jeszcze sekundę. Przez chwilę jego dłoń zadrżała, a potem zacisnął ją w pięść.

„W tym domu nie wolno dotykać przedmiotów osobistych” – powiedział.

„Rozumiem” – szepnęła Maya.

„Nie, nie rozumiesz” – powiedział, zniżając głos. „Wy, ludzie, nigdy tego nie rozumiecie. Wchodzicie do tego domu, udając, że przestrzegacie zasad, udając, że zależy wam tylko na pracy, ale potem ciekawość bierze górę”.

Maya patrzyła jej prosto w oczy, nie spuszczając ich ze wstydu.

„Niczego nie ukradłam” – odparła stanowczo Maya.

„Nie prosiłem cię o obronę” – warknął Artur.

Poczuła, jak rumieniec oblewa jej policzki, ale powstrzymała się od odpowiedzi, którą chciała dać. Arthur spojrzał na nią, jakby spodziewał się łez, wymówek albo strachu. Gdy nic takiego się nie pojawiło, zacisnął szczękę z irytacji.

„Możesz dziś wyjść wcześniej” – powiedział, odwracając się od niej.