„Nie patrz na te drzwi” – powiedziała ostro.
Maya natychmiast spuściła wzrok.
„Rozumiem” – odpowiedziała.
„Nie” – powiedziała cicho pani Gordon – „nie rozumiesz, ale może tak będzie lepiej dla twojego spokoju ducha”.
Z dołu dobiegł dźwięk – drzwi zamknęły się z ciężkim, ostatecznym hukiem. Pani Gordon natychmiast się wyprostowała.
„Pan Penhaligon wrócił do domu” – oznajmiła.
Powietrze w domu natychmiast się poruszyło, gęstniejąc od dziwnego, niewypowiedzianego ciśnienia. Ogrodniczka widoczna przez okno przestała przycinać żywopłot, a pomoc kuchenna zniżyła głos do szeptu. Gdzieś w holu młody mężczyzna niosący świeżą pościel cofnął się pod ścianę, jakby robił miejsce nadciągającej burzy.
Arthur Penhaligon wszedł do holu w czarnym garniturze i z miną człowieka, który zapomniał o istnieniu innych ludzi. Był wysoki, na żywo budził większe przerażenie niż w magazynach, z ciemnymi, starannie uczesanymi włosami, muśniętymi delikatnym srebrem na skroniach. Jego twarz była piękna w surowy sposób, pełna ostrych rysów i cieni, ale to jego oczy sprawiły, że Maya zamarła. Nie były okrutne, ale całkowicie puste.
„Proszę pana” – powiedziała pani Gordon, lekko pochylając głowę.
Artur zdjął jedną skórzaną rękawiczkę i podał ją czekającemu pracownikowi, nawet nie patrząc.
„Czy to nowa pokojówka?” zapytał chrapliwym głosem.
Maya zrobiła krok do przodu, utrzymując prosty kręgosłup.
„Tak, panie Penhaligon. Nazywam się Maya Snyder” – powiedziała.
Jego wzrok przesunął się po niej raz, nie z ciekawością, nie z ciepłem, lecz z kliniczną oceną, jakby sprawdzał, czy część zamienna nie pęknie pod wpływem ciśnienia.
„Czy przeczytałeś zasady, które ci przedstawiłem?” – zapytał.
„Tak, proszę pana” – odpowiedziała Maya.
„Czy rozumiesz je całkowicie?” – naciskał.
„Tak, mam rację” – odpowiedziała.
„W takim razie proszę mnie nie zawieść” – powiedział i odszedł, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Pani Gordon niemal bezgłośnie wypuściła powietrze, gdy zniknął w kierunku gabinetu.
„Nie lubi nowych pracowników” – mruknęła pani Gordon.
Maya spojrzała niespokojnie w stronę zamkniętych drzwi gabinetu.
