Kilka minut później mężczyźni biegli już w stronę wodospadu z linami i długimi kijami. Szum wody stawał się coraz głośniejszy, a gdy miejscowi dotarli do klifu, wielu poczuło, że krew im gęstnieje na widok tego, co zobaczyli.
Ogromny tygrys bengalski wisiał na śliskich skałach, niemal nad przepaścią. Szalejąca woda bezlitośnie uderzała w bok zwierzęcia, a jego łapy powoli opadały w dół. Tygrys ryczał ze strachu i bezradności, próbując się utrzymać, ale prąd był zdecydowanie zbyt silny.
A najstraszniejsze było to, co działo się na dole.
Pod wodospadem, pośród wzburzonej wody, od czasu do czasu pojawiał się ogromny, ciemny grzbiet krokodyla. Drapieżnik krążył powoli tuż pod tygrysem, jakby cierpliwie czekając, aż zwierzę upadnie.
— Boże… on specjalnie na niego czeka — mruknął cicho jeden z mężczyzn.
W tym momencie tygrys zsunął się jeszcze niżej, a woda niemal całkowicie zalała jego ciało. Rozległ się przerażający ryk.
— Jeśli go teraz nie wyciągniemy, za chwilę będzie za późno! — krzyknął Rahim.
„Oszalałeś?!”. krzyknął inny mężczyzna. „To tygrys! Zabije nas, jak tylko go uratujemy!”
Ale Rahim już ruszył naprzód po mokrych skałach. Pozostali mężczyźni wymienili ciężkie spojrzenia, zanim mimo wszystko poszli za nim. Woda pozbawiła ich równowagi, ich ubrania natychmiast przemokły, a szum wodospadu był tak głośny, że musieli na siebie krzyczeć.
