Elena szepnęła: „Powiedziałeś jej?”
„Nie” – powiedziałem. „Twoje e-maile tak”.
Jej twarz zbladła.
Z sali balowej w naszym kierunku wyszedł Carlo Moretti z dwoma ochroniarzami.
„Wyprowadźcie tę kobietę z mojego domu” – rozkazał.
Otworzyłem sprzęgło i wyjąłem cienki, czarny dysk.
„Zanim to zrobisz” – powiedziałem – „powinieneś wiedzieć, że każdy gość w tym pokoju właśnie otrzymał ode mnie zaplanowanego e-maila”.
Daniel rzucił się na mnie, ale ja się cofnąłem.
Jego ręka zamarła kilka centymetrów od mojej twarzy.
Kamera nad korytarzem mrugnęła na czerwono.
Uśmiechnąłem się. „Nadal nagrywam”.
Carlo wpatrywał się w dysk. „Co to jest?”
„Kopie faktur, fałszywe inspekcje, księgi korupcyjne, przelewy bankowe i wiadomości między twoją córką a moim mężem planującym doprowadzić mnie do bankructwa przed złożeniem pozwu o rozwód”.
Usta Eleny zadrżały. „Kłamiesz.”
„W takim razie z przyjemnością będzie pan mógł to udowodnić prokuratorowi”.
W tym właśnie momencie na sali balowej zaczęły dzwonić telefony.
Jeden po drugim.
A potem wszystko naraz.
Za nami podniosła się fala szmerów.
Daniel spojrzał przez ramię i zobaczył, że jego inwestorzy, klienci i przyjaciele czytają te same pliki, które przede mną ukrył.
Jego maska pękła.
„Nie rozumiesz, co zrobiłeś” – powiedział.
Podszedłem bliżej.
„Nie, Danielu. Nie rozumiesz, kogo poślubiłeś.”
