To było wszystko, czego Patrick potrzebował.
Załamał się tam, w zniszczonym ogrodzie, ściskając zdjęcie. Objęłam go ramionami, ale też płakałam. Żadne z nas nie myślało już jasno.
Potem Patrick nosił zdjęcie z pokoju do pokoju, jakby miało zniknąć, gdyby je odłożył. Powiedział, że może ktoś porwał Lily tamtego dnia. Może ktoś ją znalazł i zatrzymał. Może dopiero niedawno dowiedziała się, kim naprawdę jest.
Słuchałem, bo chciałem mu wierzyć.
Na początku nie powiedziałam rodzicom. Chciałam spędzić z synem godzinę, żeby mieć nadzieję.
Trwało to mniej niż dwadzieścia minut.
Moja matka wróciła z podwórka, zobaczyła zdjęcie w rękach Patricka i zamarła.
„O mój Boże” – wyszeptała.
Mój ojciec milczał przez prawie całą minutę.
Około południa siedzieliśmy we czwórkę przy kuchennym stole, a zdjęcie stało na środku. Patrick nie pozwolił nikomu mieć wątpliwości.
„A co, jeśli ktoś ją porwał tamtego dnia?” – zapytał. „A co, jeśli nie będzie mogła wrócić? A co, jeśli dowie się o tym dopiero później?”
Moja mama cicho płakała i wciąż dotykała krawędzi zdjęcia. Ojciec wpatrywał się w nie przez długi czas, zanim w końcu powiedział:
„Wygląda jak ona.”
Do wieczora zbudowaliśmy całe historie wokół jednego zdjęcia i jednej notatki. Nie byliśmy głupi. Byliśmy w żałobie. Jest różnica, ale gdy w grę wchodzi nadzieja, dystans między nimi staje się niebezpiecznie mały.
Tej nocy prawie nie spałem.
Patrick w ogóle nie spał.
Około drugiej w nocy zastałem go siedzącego przy kuchennym stole ze zdjęciem.
„Ciągle próbuję sobie przypomnieć, czy jej lewa brew zawsze znajdowała się trochę wyżej, gdy myślała” – powiedział.
„Patryk…”
„A co jeśli ona na nas czekała?”
Następnego ranka zimne światło dnia zmusiło nas do ponownego spojrzenia.
Pierwsza powiedziała to moja matka.
„Gdzie jest znamię Lily?”
Wszystko we mnie znieruchomiało.
Wziąłem zdjęcie od Patricka i przyjrzałem się bliżej.
Lily miała małe znamię w kształcie półksiężyca w pobliżu obojczyka.
Dziewczyna na zdjęciu nie.
Patrick zauważył zmianę na mojej twarzy.
"Co?"
