Przyciągnąłem go do siebie.
Cokolwiek Brandon ukrywał, nie był to romans, jaki sobie wyobrażałam.
Wysłałem mu kolejną wiadomość.
„Przyjdź do domu w niedzielę. Porozmawiamy.”
Przez następne dwa dni moje myśli krążyły między gniewem, strachem i zagubieniem.
Dlaczego Brandon uważa, że będzie musiał nas opuścić?
Dlaczego wynajął mieszkanie?
I dlaczego poprosił naszego syna, żeby pod materacem zgromadził kolekcję obietnic?
CZĘŚĆ 3
Brandon wrócił w niedzielę wieczorem.
Spotkałem go w drzwiach, trzymając w ręku teczkę.
Gdy to zobaczył, jego ramiona opadły.
„Usiądź” – powiedziałem.
„Mogę wyjaśnić.”
„W takim razie wyjaśnij wszystko.”
Położył torbę na podłodze. Jego oczy były już czerwone.
„Straciłem pracę sześć tygodni temu”.
Przez chwilę nie mogłem mówić.
„Nie mogłem ci powiedzieć” – kontynuował. „Zrezygnowałaś z kariery, żeby wychować Alexa. Obiecałem, że zaopiekuję się tą rodziną”.
„Więc każdego ranka zakładałeś ubranie robocze i udawałeś, że idziesz na plac budowy?”
„Poszedłem do biblioteki i złożyłem podania o pracę. Przyjmowałem tymczasowe zmiany w magazynie, dorywcze prace i wszystko inne, co mogłem znaleźć”.
„A drugi telefon?”
„To było dla rekruterów i tymczasowych pracodawców. Dzwonili o dziwnych porach, a ja nie chciałem, żebyś widział wiadomości”.
Zatrzymałem umowę najmu mieszkania.
„A co z tym?”
Jego twarz się zmarszczyła.
„To był plan awaryjny. Gdybym nie mógł spłacać kredytu hipotecznego, planowałem przenieść się do studia. Ty i Alex mieliście tu zostać”.
„Planowałeś odejść od nas, nie rozmawiając o tym ze mną?”
„Nie zamierzałam odchodzić od małżeństwa. Pomyślałam, że będzie ci lepiej bez drugiej osoby, która zużywałaby jedzenie i prąd”.
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
„A widelce?”
