W środku kobiety dzieliły się kawą, podczas gdy prawnicy przeglądali dokumenty, a wolontariusze przygotowywali pokoje na piętrze. Emily zamieniła skradzione lata w schronienie dla obcych.
Tego wieczoru siedzieliśmy na dachu pod światłami. Miasto błyszczało wokół nas, ale żadne z nas nie spojrzało w stronę Crown Meridian Tower.
Emily oparła się o moje ramię.
„Czy kiedykolwiek żałowałeś, że go nie uderzyłeś?”
"NIE."
"Dlaczego nie?"
„Bo siniaki się goją.”
Pod nami drzwi wejściowe otworzyły się i stanęła w nich kobieta niosąca plastikową torbę. Emily wstała i pospiesznie zeszła na dół.
Patrzyłem, jak moja córka wita ją w środku.
„Dowody” – powiedziałem cicho – „trwają wiecznie”.
