Siedzieliśmy w mojej kuchni, przy tym samym stole, przy którym bliźniaki jadły truskawki w dniu, w którym je znalazłam. Natalie spojrzała w okno wychodzące na sąsiedni dom. „Przez pierwsze kilka dni Grant pozwalał mi wchodzić na górę, pod warunkiem, że będę robić dokładnie to, co mi kazał. Zatrzymał mój telefon, dowód osobisty i klucze. Powiedział mi, że jeśli spróbuję zwrócić czyjąś uwagę, zabierze dziewczyny gdzieś, gdzie już ich nie znajdę”.
„Tego dnia, kiedy widziałem cię na podjeździe?” – zapytałem.
Skinęła głową. „Chciałam do ciebie zawołać”.
Przypomniałem sobie jej skrzyżowane ramiona i ten napięty wyraz twarzy. „Stał obok ciebie”.
„Zawsze taki był.”
Potem Natalie powiedziała mi coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Znalezienie bliźniaków w moim koszu na śmieci nie było przypadkiem.
Ona sama to wybrała.
„Z łazienki na górze widziałam fragment twojego podjazdu” – wyjaśniła. „Obserwowałam twój rozkład zajęć. Wiedziałam, że odbiór śmieci jest we wtorek rano. Zauważyłam, że zazwyczaj zostawiasz pusty kosz na krawężniku na jakiś czas, zanim go wniesiesz z powrotem”.
Spojrzałem na nią.
„Zacząłem uczyć Lily i Lucy, gdzie mają iść, jeśli kiedykolwiek wyjdą same na dwór. Powiedziałem im: znajdźcie szary kosz na śmieci obok domu Carli. Schowajcie się tam, dopóki Carla nie przyjdzie”.
„Znałeś moje imię?”
„Na twojej skrzynce pocztowej jest mała tabliczka z nazwiskiem.”
To również wyjaśniało, skąd Grant również o tym wiedział.
Natalie sięgnęła po moją dłoń. „Tego ranka Grant się wkurzył, bo odmówiłam podania mu hasła do poczty. Zanim zaciągnął mnie na dół i zamknął w piwnicznym schowku, udało mi się otworzyć tylne drzwi, przechodząc obok nich”.
Ścisnęło mnie w gardle.
